Moment przełomowy skłaniający do "poważnej" praktyki

Wasze pierwsze pytania tyczące się buddyzmu

Moderator: forum e-budda team

Awatar użytkownika
lepsze
ex Moderator
Posty: 1901
Rejestracja: ndz paź 16, 2005 21:52
Tradycja: Brak
Lokalizacja: Toruń

Moment przełomowy skłaniający do "poważnej" praktyki

Nieprzeczytany post autor: lepsze »

W nagłówku strony głównej jest cytat:
''Początkiem ścieżki wyzwolenia jest przekonanie o bezsensowności samsary i szczera determinacja uwolnienia się od niej.'' - Patrul Rinpocze

O osiągnięciu podobnego momentu pisze także Joko Beck. Jest to moment uświadomienia sobie, że każde z działań ("usiłowań" :)) skierowanych na zewnątrz nie może przynieść trwałej satysfakcji. Zrozumienie tego jest często traktowane jako punkt początku poważniejszej praktyki.

Moje pytanie brzmi - czy ten punkt ma w tradycjach buddyzmu jakąś nazwę? Joko Beck opisuje go... opisowo :)

Pytam motywowany czystą ciekawością, powiedzmy, że chciałbym tak nazwać swoją kawiarnię, tomik wierszy lub kota, ale brakuje mi słowa.
"Rozkradzione krople
jej skóra
czyni wodę wiosną. "
by Har Dao _/|\_

Awatar użytkownika
iwanxxx
Admin
Posty: 5432
Rejestracja: pn lis 17, 2003 13:41
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Buddhadharma
Lokalizacja: Toruń

Re: Moment przełomowy skłaniający do "poważnej" praktyki

Nieprzeczytany post autor: iwanxxx »


Awatar użytkownika
lepsze
ex Moderator
Posty: 1901
Rejestracja: ndz paź 16, 2005 21:52
Tradycja: Brak
Lokalizacja: Toruń

Re: Moment przełomowy skłaniający do "poważnej" praktyki

Nieprzeczytany post autor: lepsze »

Dziękuję.
Ciekawe jest to, że uczucie pasada wzbudził w Siddhatthie kontakt z wędrownym ascetą.
Ciekawy wątek na marginesie: czy współcześni nauczyciele również powinni być dla uczniów właśnie taką inspiracją?

Fragment o pasada:
Emocje, jakich doznał w tamtym momencie mają jedną wspólną nazwę – pasāda. Jest to kolejny złożony zestaw uczuć, które zazwyczaj są tłumaczone jako „jasność i spokojna pewność”. To dzięki tym przymiotom saṃvega nie przemienia się w rozpacz. W opowieści książę uzyskał pełne zrozumienie swego kłopotliwego położenia, a jednocześnie zyskał poczucie pewności, że znalazł skuteczną drogę wyjścia.
Inaczej formułując pytanie - czy nauczyciele powinni być dla ludzi, którzy właśnie przeżywają samvega przykładem na to, że "zobacz, jest droga wyjścia, ja ją przeszedłem/przeszłam". Warunkiem tego jest to, że taki nauczyciel musiałby być wiarygodny dla ucznia i rzeczywiście "urzeczywistniać" stan, który w oczach ucznia przekracza samvega.

W sumie to nie wiem o co mi chodzi, chyba o inne spojrzenie na specyficzną rolę nauczyciela (z tej specyficznej perspektywy tych dwóch emocji).
"Rozkradzione krople
jej skóra
czyni wodę wiosną. "
by Har Dao _/|\_

ODPOWIEDZ

Wróć do „Wasze pierwsze pytania”