Czy sztuczna inteligencja może być uznana za czującą istotę?

filozofia, psychologia i nauka w kontekście buddyzmu

Moderator: GreenTea

Awatar użytkownika
Damian907
Posty: 784
Rejestracja: pn paź 13, 2008 15:44
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Nieokreślona
Lokalizacja: Kielce

Czy sztuczna inteligencja może być uznana za czującą istotę?

Nieprzeczytany post autor: Damian907 »

W jednej ze świątyń buddyjskich naucza robot.

https://cyfrowa.rp.pl/technologie/31997 ... xZSGSIIQrU

Taki obrót spraw, rodzi pytania, czy sztuczna inteligencja może być nazwana czującą istotą oraz czy jest właściwym aby ona nauczała, czy też, to zbyt dalekie postawienie sprawy? Znacie jakieś wypowiedzi na ten temat autorytetów buddyjskich?

Awatar użytkownika
GreenTea
Global Moderator
Posty: 4685
Rejestracja: czw mar 19, 2009 22:04
Płeć: kobieta
Tradycja: Vajrayana (Szkoła Kagyu)

Re: Czy sztuczna inteligencja może być uznana za czującą istotę?

Nieprzeczytany post autor: GreenTea »

Damian907 pisze:
czw lut 28, 2019 13:59
czy sztuczna inteligencja może być nazwana czującą istotą oraz czy jest właściwym aby ona nauczała

Ujmę to żartobliwe: nic co sztuczne, nie jest nam obce ;)

A teraz serio w sprawie pierwszego (czująca istota). Sztuczna inteligencja funkcjonuje w oparciu o tworzoną składnię, a ta niewiele wspólnego ma z biologią. Sam człowiek coraz częściej zaczyna mieć problemy z oddzieleniem w sobie tego co naturalne i biologiczne, od tego co kulturowe, cywilizacyjne (zmyślone w języku i działające poprzez język), czyli sztuczne.

Miałam kiedyś taką teorię, że ludzkość zajmuje się głównie wyprojektowywaniem siebie samej na zewnątrz jako różne twory kultury, sztuki i techniki. Podam przykład, żeby było jaśniejsze. Jeśli chciałabym usiąść, musiałabym usiąść na ziemi, na skale, na powalonym drzewie, na piasku, zatem musiałabym kontaktować się z podłożem, którego niejako jestem organiczną częścią, z którym łączy mnie naturalne pochodzenie. Z chwilą, gdy wymyślam koc, kanapę, krzesło itd., wyobcowuję się niejako z własnego środowiska. Narzędziem, które pozwala mi to zrobić są moje myśli wyrażone w jakimś języku. Czyli inaczej, koc lub kanapa są mną myślącą, że lubię siedzieć wygodnie i w cieple. Jak ja myśląca, wytwarzająca narzędzia zastępujące naturalne środowisko i zastępujące mnie (okulary, pilot, pralka, komputer, robot) miałabym się mieć do tej biologicznej? Coraz mniej przekonująco. A jednak twierdzę, że to ja mogę osiągnąć oświecenie, żadne z moich narzędzi. Dlaczego, co pozwala mi tak twierdzić? Wewnętrzne poczucie, że posiadam to, czego zautomatyzować się nie da. Mogę istnieć poza składnią, poza językiem. Gdyby nie nauczono mnie mówić, nie poznałabym nauk Buddy, ale poznałam je właściwie po to, żeby dowiedzieć się, jak bardzo język utrudnia rozpoznanie prawdziwej natury świata zjawiskowego.


Odsyłam przy okazji do krótkiego tekstu (jest w necie, był na maturze w 2005 r.) pt. "Dzikie słówka" Krzysztofa Szymborskiego , w którym wyjaśnione jest nieco, jak rzecz ma się z językiem. Są teorie naukowe, według których, nauka mowy w ludzkim języku jest możliwa jedynie do 12 roku życia, jeśli ktoś do tego czasu nie nauczy się mówić, już mówić nie będzie.


Pozdrawiam, gt

ODPOWIEDZ

Wróć do „Ateneum - rozważania”