witaj
alicjaa pisze: ↑pn cze 02, 2025 19:29
Pytanie początkującego... wiem, że to na pewno indywidualna kwestia, ale jak długo "powinno się" medytować?
to zależy od tego jaka to jest medytacja. np jedna sesja praktyki czie, to około 20 min., ale wykonuje się takich sesji trzy-pięć-dziewięć pod rząd w ramach jednego thun. thun (jest mały thun i duży thun - czyli jedna sesja medytacyjna) w buddyzmie tybetańskim jest zestawem różnych praktyk medytacyjnych i trwa różnie (i to zależy też od praktykującego).
nie wiem co medytujesz na ten moment - kiedyś wspominałaś o czymś, co przypominało vipassanę. tego typu praktyki trwają minimum trzydzieści minut, maksimum sześćdziesiąt minut. optymalna sesja medytacyjna, to około czterdzieści-czterdzieści pięć min.
np w zen, praktyka zaczyna się od śpiewów (jakieś pięć minut), następnie ma miejsce medytacja w pozycji siedzącej (trzydzieści minut), po czym medytacja chodzona (jakieś pięć minut).
natomiast w mym przypadku, gdy praktykuję semdzin (praktyki skupienia/okiełznania umysłu) lub semten (praktyki poszukiwania umysłu czyli praktyki wglądu), to jest to czterdzieści pięć minut w założeniu, ale z reguły trwa to koło godziny (bywa, że "się zagapię" i okazuje się, że minęły np dwie godziny). tak czy inaczej zakładam, że ma sesja to czterdzieści pięć minut (taka, godzina lekcyjna) i tym, którzy mnie o to pytają, to taką zalecam. w przypadku praktyk tantrycznych jest inaczej i te czasy medytacji bywają różne.
alicjaa pisze: ↑pn cze 02, 2025 19:29Jak zatem wydłużyć i pogłębić praktykę?
mam propozycję dla Ciebie na ten moment
kiedy kończysz sesję medytacyjną, wstań powoli utrzymując medytacyjny stan umysłu i zacznij spokojnie (nie za wolno, nie za szybko), chodzić w kółko (jak największe jest możliwe) w dowolną stronę. ułóż ręce przed sobą tak jak w medytacji, by nimi nie machać podczas chodzenia i patrz przed siebie swobodnie nie koncentrując wzroku na niczym, lub lekko w dół. wykonaj parę, paręnaście takich okrążeń. nie licz okrążeń, po prostu gdy zauważysz, że już się dekoncentrujesz, powoli usiądź do medytacji. kiedy skończysz tą medytację siedzącą (zakładamy, że masz w tym momencie dwa razy po trzynaście minut), znowu wstań powoli, wykonaj parę do parunastu okrążeń utrzymując medytacyjny stan umysłu, i ją zakończ. fajnie by było, gdyby po zakończeniu owego ostatniego chodzenia, udało Ci się przechodząc do zwykłych czynności, dalej starać się utrzymywać, ów medytacyjny stan umysłu, np. stan wyciszenia, stan spokoju wewnętrznego, stan uważności (itp).
Jeżeli w Twojej okolicy jest jakaś sanga Zen Kannon, lub Zen Kwan Um, to proponowałbym ich odwiedzić, i tak z raz z nimi popraktykować. uważam, że zestaw, który oni proponują, jest dobry (wspierający) dla początkujących z następujących powodów (tych powodów jest więcej, ale na ten moment je pominę):
- śpiewy - chcąc nie chcąc, gdy śpiewasz daną sutrę, to musisz zacząć głębiej oddychać i dość rytmicznie, a to energetyzuje i układa oddech. to dobre podejście przed medytacją - jest się wtedy doenergetyzowanym, dotlenionym, oddech staję się bardziej swobodny.
- siedzenie - no wiadomo. nie będę się tu wypyszczał.
- chodzenie - uczy jak przenosić medytacyjny stan umysłu w ruch, a co za tym idzie i w codzienne czynności (np. zmywanie, sprzątanie, gotowanie), a nie odlatywać umysłem podczas tych czynności.
pozdrawiam
ps
rozumiem, że mówimy o świeckich - mnisi to inna bajka i nie ma sprawa.