Kim jestem?

Wasze pierwsze pytania tyczące się buddyzmu

Moderator: forum e-budda team

Drumlin
Posty: 7
Rejestracja: pt lis 26, 2021 22:58
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Dharma

Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: Drumlin »

Witam.
To mój pierwszy post na tym forum, więc chciałbym przy okazji wszystkich użytkowników serdecznie pozdrowić.

Mam do was kilka pytań, na zasadzie, że nie szukam tu konkretnych odpowiedzi, lecz bardziej interesuje mnie wasza opinia. Zanim zadam pytania przedstawię w dużym skrócie swoją historię.

Od dziecka czułem jedność z całym wszechświatem, czułem, że istnieje coś takiego jak strumień świadomości. Wiedziałem, że moje narodziny nie były moim początkiem, ponieważ istnieje od zawsze, bez początku. Zostałem wychowany w wierze chrześcijańskiej. Jako dziecko myślałem, że zostanę księdzem, że mogę poświęcić swoje dobro, na rzecz pomocy innym, nie interesowały mnie jakoś szczególnie uciechy zmysłowe i gromadzenie dóbr materialnych, w końcu ileż wcieleń można wałkować te same schematy.
Zagłębiając nauki kościoła, zacząłem zauważać, że są sprzeczne ze sobą i z moim pojmowaniem świata, zostałem ateistą, później w okresie dojrzewania pojawił się pierwszy alkohol, inne używki, moje ego urosło, bawiłem się życiem przez jakiś czas. Później zaczęłam interesować się innymi religjami, ateizm nie był dla mnie, od zawsze wiedziałem, że jest coś więcej, nie chciałem jednak podążać za żadną ślepa wiarą, chciałem aby moje poglądy religijne były uwarunkowane wiedzą, tak jak to, że wiem, że wszyscy jesteśmy jednym - cały wszechświat jest jednym procesem.

W momencie zetknięcia się z Dharmą, pomysłem sobie "o czyli jestem buddystą" całkowicie zgadzam się z naukami Buddy ( z tymi z którymi miałem styczność). Nie miałem i nie mam zamiaru studiowania dogłębnie nauk różnych szkół, bo po pierwsze nie ma co zaśmiecać swojego umysłu, a po drogie wydaje mi się, że mój sposób patrzenia na świat jest na tyle silny, że nic nie jest w stanie go zmienić. Czasem słucham wykładów buddyjskich i w większości, się z nimi zgadzam.

Nie jestem w stanie z czystym sumieniem dołączyć do Sanghi w jakiejś konkretnej tradycji, bo to by wiązało się z przywiązaniem do tejże tradycji, a uważam, że przywiązanie się do czegokolwiek jest zgubne. Medytuję w tradycji Zen, bo odkryłem (doświadczyłem), że taki rodzaj medytacji ma korzystny wpływ na funkcjonowanie mojego mózgu. Nigdy nie szukałem oświecenia, mam wrażenie, że samo oświecenie to tylko taki wabik. W końcu wszyscy posiadamy naturę buddy, tylko o tym zapomnieliśmy, więc samo oświecenie nie jest czymś co można osiągnąć, ponieważ już to mamy tylko nie zdajemy sobie sprawy.

Uważam, że celem życia jest doświadczanie co być może jest sprzeczne z buddyzmem który mówi (w pewnym gronie), że celem życie jest uwolnienie się od cierpienia. Według mnie sam fakt powstania cierpienia (dukkha) jest efektem chęci doświadczania.

Uważam, że nibbana nie jest czymś, co można osiągnąć (wiązało by się to w wejściem w nibbane, początkiem jej, a cos co ma początek ma także i koniec - nibbana jest wieczna więc nie może mieć początku), lecz czymś do czego można powrócić.

Uważam, że wszyscy jesteśmy jednym - jeden wielki "umysł" rozstrzepiony na niezliczoną ilość świadomości w celu doświadczenia.

Na chwilę obecną jak ktoś się pyta kim jestem (w kwestii religji, filozofii, sposobu patrzenia na życie) odpowiadam, iż jestem pewnego rodzaju buddystą.

Teraz czas na moje pytania:

1) Czy powinienem określać się jako "pewnego rodzaju buddysta"? Czy określając siebie w ten sposób nie szkodzę społeczeństwu buddyjskiemu? W końcu formalnie nie przyjęłam schronienia w Sanghdze, a Buddę czy Jezusa traktuje jako część siebie (element wszechświat z którym jestem jednością).

2) Jakim to możliwe że Budda osiągnął (powrócił do) nibbane, skoro nie wyzwolił wszystkich istot od cierpienia? Skoro wszyscy jesteśmy jednym to będąc "oświeconym" nie można pozbyć się cierpienia do póki wszystkie istoty nie zostaną "oświecone".

2.5) Czy Buddha nie nie powrócił do samsary jako bodhisatwa?

3) Czy moje rozumienie buddyzmu jest poprawne?

Dla mnie zasadnicza różnica między naukami Buddy a Jezusa, jest to, że Jezus (chrześcijaństwo) każe Ci kochać bliźniego, a buddyzm pokazuje drogę, którą podążając sam z siebie zaczniesz kochać bliźniego, ponieważ zrozumiesz, że bliźni i ty to tak naprawdę jedno i to samo.
Awatar użytkownika
kunzang
Admin
Posty: 13104
Rejestracja: pt lis 14, 2003 18:21
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: zantyr

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: kunzang »

witaj

Drumlin pisze: ndz lis 28, 2021 19:42Uważam, że wszyscy jesteśmy jednym - jeden wielki "umysł" rozstrzepiony na niezliczoną ilość świadomości w celu doświadczenia.
odnośnie tego poglądu, to proponuję, byś się zapoznał ze znajdującymi się TUTAJ, mymi dwoma postami - nomen omen, zamieściłem je dzisiaj w tym podlinkowanym temacie.
Drumlin pisze: ndz lis 28, 2021 19:421) Czy powinienem określać się jako "pewnego rodzaju buddysta"?
określać się możesz jak chcesz :) ...jednak Twój pogląd, to pogląd neo-Adwajty - wyjaśnienie odnajdziesz w linku, który podałem. i tak jak zaproponowałem osobie do której pytania się ustosunkowałem, tak i Tobie proponuję, byś zadał te pytania przedstawicielom neo-Adwajty, ponieważ są one związane z ich poglądem, a nie z poglądem buddyjskim.

pozdrawiam
:14:

ps
Budda Gautama Śiakjamuni nie stał się bodhisattwą lecz odszedł w paranirvanę, a był bodhisattwą wcześniej, zanim stał się Buddą nauczycielem świata - odszedł w paranirvanę, by pokazać, iż jest to możliwym dla każdego śmiertelnika, jeżeli podąża on ośmioraką ścieżką prowadzącą ku ustaniu cierpienia
Awatar użytkownika
dharmozjad
Posty: 621
Rejestracja: sob sie 11, 2012 16:03
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Theravada, Vipassana

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: dharmozjad »

Witaj Drumlin! :namaste:
Myślę, że kilka odpowiedzi na swoje pytania znajdziesz w książce Stephena Batchelora pt. "Buddyzm bez dogmatów".
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4976209 ... z-dogmatow
Mnie się ona w każdym razie bardzo podobała...
Obrazek
Drumlin
Posty: 7
Rejestracja: pt lis 26, 2021 22:58
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Dharma

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: Drumlin »

Kunzang, a jeśli użyłbym sformułowania, że wszyscy pochodzimy od absolutu, który stworzył wszechświat w celu doświadczania to dalej jest to sprzeczne z ideologią buddysjka?

W końcu przed powstaniem wszechświata, wielkim wybuchem którego jesteśmy elementem był tylko jeden byt (bądź jedno coś, jeden punkt, który wybuchł) ciężko to wszystko ubrać w słowa, wydaje mi się, że nasz język jest zbyt ubogi aby swobodnie móc przekazywać swoje myśli/doświadczenia.

Zauważyłem na tym forum, iż nie jestem jedyną osobą, która poprzez praktykę ośmiorakiej ścieżki i rozumieniu 4 szlachetnych prawd dochodzi do podobnych wniosków co ja.

Praktykując jesteśmy w stanie uwolnić swoje ego od cierpienia. W prosty sposób zdając sobie sprawę, iż ego to nie ja. Skąd się bierze ta wielka miłość, wielkie współczucie? W moim przypadku zrozumienie tego, że wszyscy jesteśmy jednym powoduję, że automatyczne kocham wszystkie istoty tak samo jak siebie, ponieważ one są mną. Teraz każdy z nas ma swoją osobna świadomość - swój osobny umysł. Ale po śmierci, jak ktoś to powiedział w wątku, który mi podesłałeś, ta świadomość wraca do jednego "oceanu" umysłu.

Ostatnio słuchałem audiobooka Allana Wattsa. Watts identifikowal się jako buddysta zen, choć jego pogląd był krytykowany przez mistrzów zen. Słuchając jego słów, byłem zdumiony, ponieważ wszystko co mówił było identyczne z moimi myślami. Jak to możliwe, że on doszedł do takich samych wniosków co ja, tylko poprzez praktykę zen? Nie jest to ten sam księżyc na który wskazuje palec? Wydaje mi się, że jest wiele dróg, które prowadzą do tego samego celu. Jedną z nich jest ośmioraka ścieżka.

Czy Gautama Siakjamuni nie miał właśnie tego na myśli nauczając innych? Być może nie mówił o tym wprost, by nie narzucać swoich poglądów, lecz tylko wskazywać drogę, dzięki której każdy jest wstanie dojść do tych samych wniosków.

Czy oświecenie nie jest równoznaczne z rozumieniem tej jedności? "Ja już nie cierpię, ponieważ ja nie jestem prawdziwy, wszyscy jesteśmy jednością, jednym czymś rozstrzepionym na nieskończona ilość świadomości. Moje ciało będzie cierpieć ( choroba, śmierć), ale moje ciało to nie ja. Ja jestem całym wszechświatem."

Dla mnie takie pojmowanie świata wyzwala niczym nieuwarunkowaną miłość. Nie polega to na zmuszaniu się do miłości, lecz na uświadomieniu sobie, że każda świadomość w końcu wróci do tego "oceanu", i każda krzywda wyrządzana innej istocie jest niczym innym jak krzywdzeniem samego siebie.

Powtórzę pytanie, skald więc bierze się ta wielka miłość i wielkie współczucie?


Dharmkozjad, dziekuję, za polecenie książki, chętnie przeczytam ;)
Awatar użytkownika
kunzang
Admin
Posty: 13104
Rejestracja: pt lis 14, 2003 18:21
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: zantyr

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: kunzang »

witaj

Drumlin pisze: pn lis 29, 2021 21:07 Kunzang, a jeśli użyłbym sformułowania, że wszyscy pochodzimy od absolutu, który stworzył wszechświat w celu doświadczania to dalej jest to sprzeczne z ideologią buddysjka?
tak - jest to sprzeczne z buddyjskim podejściem do tej kwestii.
nikt nie stworzył tego wszechświata, w sensie, że jakaś jedna istota wzniosła /jeden umysł np brahmą zwany, bezimienny wszechobecny absolut, bóg stwórca, czy kosmita/, choć to się w pale nie mieści, nam istotom ludzkim, które na wszystko muszą mieć jakieś wytłumaczenie i tworzą w związku z tym między innymi takie koncepcje, jak jeden umysł, i tworzą je nie bez podstawy, znaczy, jest takie doświadczenie medytacyjne, które wskazuje na jedność, jest jednak ono w wymiarze energetycznym naszego istnienia, wszyscy jesteśmy ze sobą ''skoligaceni'', od mrówki, poprzez istoty ludzkie, do tzw bogów, jednak, to jest nietrwałe, ulega rozpadowi /ulega bezustannej przemianie, która ma swe wyczerpanie/, czyli z punktu widzenia buddyzmu, nie jest to prawdą ostateczną.
mamy do czynienia z konglomeratem uwikłania w sansarę, lecz nie na zasadzie jakiegoś jednego umysłu, który dąży poprzez swe awatary do samodoskonalenia /to jest bez sensu w kontekście umysłu, który i tak ulega rozpadowi z buddyjskiego punktu widzenia, a w ramach prawdy ostatecznej, absolutnej/, skoro prawda, natura rzeczy jest zawsze tu i teraz dostępna, trzeba ją tylko rozpoznać i to jest buddyjska ścieżka, to jest ustanie cierpienia, jednak to nie wyzwala innych, ponieważ inni, to nie my.
Błogosławiony przekazał ścieżkę ku ustaniu cierpienia, którą zrealizował, jednak innych to nie wyzwoliło, ponieważ jest to zależne od każdej istoty indywidualnie. Gdyby było tak, iż jesteśmy jednym umysłem, to jedno wyzwolenie, wyzwoliłoby z kołowrotu wcieleń wszystkich. przeciwstawia się temu ścieżka adwajty, która mówi o awatarach, dążących do jedności z czymś, co samo wprowadziło podział, by nabyć jakieś tam doświadczenie w wyimaginowanym przez siebie świecie, by doskonalić siebie - wymyślasz sobie coś, a następnie się w tym doskonalisz, to jest dziecko w piaskownicy i nic poza tym - a tak serio, to jest to eternalizm. w buddyzmie jest to jedna z dwóch błędnych skrajności, drugą jest nihilizm, stąd w buddyzmie mówimy: ani to, ani to.
piszę o tym, że jeżeli masz jakieś ''coś'', to nie jest to prawdą ostateczną, a tylko koncepcją umysłu jak się rzeczy mają, będąc uwikłanym w jego wizje na swój własny temat, np. koncepcję, że jest jakiś jeden umysł /to koncepcja umysłu na swój własny temat, tworząca ułudę jego wieczystego od zawsze po wsze czasy istnienia/.
ujmę to inaczej, są cztery stwierdzenia w ramach filozofij buddyjskiej /madhyamaka, czyli: jest; nie jest; zarówno jest jak i nie jest; ani jest, ani nie jest/, które nie są prawdą ostateczną /z punktu widzenia buddyzmu/, i pod które możemy podłożyć koncepcję jednego umysłu:
jest jeden umysł
nie ma jednego umysłu
jest zarówno jeden umysł jak i go nie ma
nie ma jednego umysłu, ani nie ma braku jednego umysłu
z punktu widzenia buddyzmu, są to cztery błędne podejścia do tego jak jest w istocie.

i nie rozwikłają tego żadne intelektualne dociekania, to wgląd medytacyjny wskazuje na to, co jest grane. różnica pomiędzy adwajtą, a buddyzmem polega na tym, że dla tych pierwszych prawdą ostateczną jest jeden umysł, a dla buddystów, wykroczenie poza to, i poza każde inne medytacyjne doświadczenie, czyli: nie umysł i jego wzniosłe manifestacje stwarzające pozór wieczystego istnienia, a jego natura jest prawdą ostateczną, która choć dla każdego jest taka sama, to jednak nie czyni nas jednym, tylko jest dla nas wspólna /ta sama zasada istnienia - a nie jakieś ''coś'', jak umysł/ i dla tego, każdy może wyzwolić tylko siebie i nikogo innego.
więc sobie wybierz :)

pozdrawiam
:14:

ps
reasumując.
z perspektywy buddyjskiej, zarówno wszechogarniający umysł jak i indywidualny, nie jest prawdą ostateczną.
znaczy...
zarówno ''coś'' /np. absolut/, jak i ''nic'' /np. nicość/, nie jest ostateczną prawdą w buddyzmie.
pierwsze, to popadnięcie w skrajność eternalizmu, drugie, to popadnięcie w skrajność nihilizmu.
określa się w buddyzmie te podejścia błędnymi poglądami. buddyzm mówi: ani to, ani to - stąd jest drogą środka, czyli poza skrajnościami.
Drumlin
Posty: 7
Rejestracja: pt lis 26, 2021 22:58
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Dharma

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: Drumlin »

Khuzang, dziękuję za odpowiedź, dużo mi to rozjaśniło. Szkoda, że nie byłeś w stanie odpowiedzieć na wszystkie zadane przezemnie pytania, mam nadzieję, że ktoś jeszcze się wypowie w tym wątku.

Odnośnie tego co napisałeś: "wybierz sobię" myślę ,że wybór jest oczywisty. Trzymając się dogamtów buddyjskich popadł bym w jedną skrajność, odrzucając je w drugą, więc wybieram drogę środka. Nie mniej, mojego przekonania, iż jestem całym wszechświatem nie da się zmienić. W moim przypadku podążanie ścieżka środka jest równoznaczne z porzuceniem ścieżki buddysty, dalsza praktyka medytacji może pokażę, że jest(jeśli jest) coś ponad to. To co jest zawarte w ośmiorakiej ścieżce realizuje na co dzień, bez myślenia nad tym - taka moja natura ;)

Nawet jeśli się mylę i moje poglądy są błędne, to i tak wypracowuję sobie odpowiednią karmę (taką mam nadzieję), jeśli jednak są prawdziwe, to moje cierpienie ustało, ja już nie powrócę do tego świata. Sytuacja win-win.

Pozdrawiam, serdecznie i życzę Tobie, jak i wszystkim użytkownikom forum wszystkiego dobrego.
Ostatnio zmieniony śr gru 01, 2021 21:43 przez Drumlin, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
kunzang
Admin
Posty: 13104
Rejestracja: pt lis 14, 2003 18:21
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: zantyr

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: kunzang »

witaj

Drumlin pisze: śr gru 01, 2021 20:46(...) Szkoda, że nie byłeś w stanie odpowiedzieć na wszystkie zadane przezemnie pytania, mam nadzieję, że ktoś jeszcze się wypowie w tym wątku.
jakby to dla Ciebie dziwnie nie zabrzmiało, ustosunkowałem się do wszystkich Twych pytań :) wszystkie Twe pytania są z tezą. teza ta, to: wszystko jest jednym umysłem - ustosunkowałem się do niej wyraźnie. powtarzanie tego, że jest to błędne podejście z perspektywy buddyjskiego poglądu, a w ramach Twych pytań - które w kontekście mają tą tezę - nie ma sensu. zakładam, iż jesteś na tyle inteligentny, że jak się sam nad tym zastanowisz, to to zrozumiesz.

pozdrawiam
:14:

ps
''Kiedy mówimy, że wszystko rozpuści się w jednym stanie, nie oznacza to, że wszystko stanie się jednym. Ta kwestia czasami powoduje pomieszanie. [...] Jest to wielka dyskusja, która toczy się od starożytności aż po dzisiejsze czasy, głównie między buddyzmem a hinduską tradycją wedanty. Tradycja wedanty mówi, że wszystko jest jednym, że istnieje pierwotny umysł, który jest kształtu jaja, z którego wyłaniają się krople światła, jak tigle, które upadają i tworzą indywidualne umysły. Poprzez praktykę duchową urzeczywistnia się źródło umysłu i ostatecznie indywidualny umysł powinien powrócić do pierwotnego umysłu rozpuścić się w nim i stać się z nim jednym, to jest wyzwolenie według jednej z tradycji wedanty. Zgodnie z tradycją dzogczen jest inaczej, więc należy to wyjaśnić, jest tu wiele rzeczy, o których można tu dyskutować z perspektywy filozoficznej. Kiedy praktykujecie nie musicie się tym przejmować tak długo, jak długo wasza praktyka postępuje właściwie, jeżeli podążacie właściwą drogą, to dotrzecie do właściwego celu, taki jest sposób postępowania praktykującego.
[...]
Praktykę możemy nazwać dzogczen tylko wtedy, gdy przebywamy w naturalnym stanie. To jest cały sens dzogczen, mówimy o pojedynczej sferze naturalnego stanu.''
- khenpo Tenpa Yungdrung Rinpocze, ''Nauki Yetri Thasel''
Awatar użytkownika
booker
Posty: 10110
Rejestracja: pt mar 31, 2006 13:22
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Yungdrung Bön
Lokalizacja: Londyn/Wałbrzych

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: booker »

Drumlin pisze: śr gru 01, 2021 20:46 Nawet jeśli się mylę i moje poglądy są błędne, to i tak wypracowuję sobie odpowiednią karmę (taką mam nadzieję), jeśli jednak są prawdziwe, to moje cierpienie ustało, ja już nie powrócę do tego świata. Sytuacja win-win.
Czołem.
Na szczęście to, czy nasze cierpienie ustało mamy okazję przekonać się jeszcze w tym życiu. Mnie np. najczęściej umysł, który uważa, że przestał cierpieć znika gdzieś po tygodniu. :) Inni mają mniej szczęścia i "nie cierpią" lata.

Najlepszego!
"Bądź buddystą, albo bądź buddą."
Awatar użytkownika
kunzang
Admin
Posty: 13104
Rejestracja: pt lis 14, 2003 18:21
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: zantyr

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: kunzang »

witam

booker pisze: sob gru 04, 2021 13:22Na szczęście to, czy nasze cierpienie ustało mamy okazję przekonać się jeszcze w tym życiu.
warto w tym kontekście /tak sądzę/, przypomnieć sobie jak rozumiane jest w buddyzmie cierpienie /pal. dukkha/:

''Pytanie: Czy Rinpocze mógłby powiedzieć trochę więcej o różnicy pomiędzy tybetańskim terminem ''dungal'', czyli cierpienie, a tym, jak cierpienie jest rozumiane na Zachodzie. Jakie jest znaczenie tybetańskiego terminu cierpienie.

Tenpa Yungdrung Rinpocze: Nie jestem pewien, jaka jest dokładnie różnica, ponieważ nie znam na tyle języka angielskiego, czy polskiego, ale tybetańskie określenie nie odnosi się tylko do grubego, wyraźnego cierpienia, jak poważne choroby, czy śmierć, ale opisuje też bardziej subtelne formy chorób. My mówimy o cierpieniu od momentu, kiedy chwyta nas jakiś silny ból. Natomiast przyczyną tego bólu są procesy, które toczyły się już od dłuższego czasu i te procesy są bardziej subtelne, i też są cierpieniem.
Na Zachodzie nie określa się ich cierpieniem, ponieważ nie czujemy żadnego cierpienia, nie czujemy, że te procesy się w nas toczą całymi latami, nie doświadczamy żadnego związanego z tym bólu, dlatego nie mówimy o cierpieniu. Natomiast tybetańskie określenie ''dungal'' obejmuje także te subtelne poziomy cierpienia, te procesy, których nie doświadczamy bezpośrednio, ale które się toczą i są przyczyną cierpienia. Nawet rzeczy, których nie czujemy są cierpieniem. Nawet w sytuacjach kiedy w czyimś życiu wszystko układa się dobrze, to jeżeli przyjrzymy się bardziej subtelnym procesom, które zachodzą w tej osobie, to też znajdziemy w niej cierpienie.

Jako ''dungal'' uznaje się też lęk przed utratą bliskich osób, krewnych, przyjaciół. Jako cierpienie uważa się też lęk przed pojawieniem się różnych przeszkód zewnętrznych i wewnętrznych. Przeszkód, które uniemożliwiają nam wykonywanie pracy, czy doprowadzają do utraty tej pracy. Przeszkód w związkach lub takich, które zaburzą nam plan dnia. To są przejawy bardziej subtelnego cierpienia.
Dobrym przykładem jest zachodni system ubezpieczeniowy. Na Zachodzie ubezpiecza się wszystko - siebie, komputery, samochody, domy. Wszystkie wartościowe rzeczy są ubezpieczone. Dlaczego się tak dzieje, dlaczego wszystko ubezpieczamy?
Ubezpieczamy, ponieważ się boimy, że ktoś może nas okraść lub może dojść do jakiegoś wypadku. Ubezpieczamy się żebyśmy nie musieli płacić, żeby zapłaciła za nas firma ubezpieczeniowa. Mamy nadzieję, że nie stracimy pieniędzy.
Lęk i nadzieja zawsze chodzą razem, są dwiema stronami tej samej monety. Te wszystkie bardziej subtelne stany, których na Zachodzie nie określamy stanem cierpienia, też są zawarte w tybetańskim określeniu ''dungal''.
To cierpienie ma wiele aspektów. Osoby które coś posiadają cierpią, ponieważ muszą dbać o to, co posiadają, osoby, które tego nie posiadają cierpią, ponieważ tego pragną i starają się to zdobyć. Nawet ci, którzy na pozór wydają się żyć w idealnej harmonii, też doświadczają różnych problemów.
Kiedy nie mamy domu cierpimy ponieważ go nie mamy, zastanawiamy się, jak go zdobyć, poszukujemy, itd Kiedy mamy dom, to cierpimy, ponieważ przydałby się na przykład dom większy, piękniejszy, z lepszą lokalizacją. Kiedy mamy dom, cierpimy dodatkowo, ponieważ musimy dbać o niego, ogrzewać go, itd. Zawsze więc doświadczamy tego cierpienia.
Są to problemy, które trapią wszystkich niezależnie od statusu społecznego, czy ilości pieniędzy.

Jeżeli przyjrzymy się aktywnościom naszego ciała, mowy i umysłu, to okaże się, że są one związane z naszymi problemami - są pochodnymi tych cierpień i problemów. Nie oznacza to, że wszystko jest złe, negatywne, ale musimy wiedzieć, że takie problemy istnieją. Powinniśmy się zastanowić jaki jest sens, jaka jest istota tego wszystkiego, powinniśmy się zastanowić, na ile ma to sens i znaczenie.''

- cytat zaczerpnięty z: ''Pięć Rodzin Buddów'', Tenpa Yungdrung Rinpocze.

pozdrawiam
:14:
Drumlin
Posty: 7
Rejestracja: pt lis 26, 2021 22:58
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Dharma

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: Drumlin »

Khuzang, oczywiście wyczerpująco odpowiedziałeś na wszystkie pytania zadane przezemnie w moim pierwszym poście. Te pytanie pozostało bez odpowiedzi, choć patrząc po mojej wypowiedzi mogło to zabrzmieć jak retoryczne pytanie, aczkolwiek takim nie było.
Drumlin pisze: pn lis 29, 2021 21:07
Powtórzę pytanie, skald więc bierze się ta wielka miłość i wielkie współczucie?
Skąd potrzeba pomagania/obudzenia/wskazywania drogi innym?
Skoro celem życia jest uwolnienie MNIE od cierpienia?

Według mojego spojrzenia to pytanie jest bez sensu, w końcu inni to ja, lecz jeśli buddyjskie podejście jest inne ( ponad to), to dlaczego "błogosławiony" nie popadł w paranirvanę odrazu po przebudzeniu? Czyżby z pobudek egoistycznych? - "udowodnię wam, że ja mam rację! - że tylko JA odkryłem o co tu naprawdę chodzi??"

Ja(Drumlin) uważam, iż jest wiele dróg, które prowadzą do tego samego celu. Czy Siakjamuni mówił o tym? Oczywiście nie możemy o tym wiedzieć ponieważ sam nie spisał żadnych swoich słów, a to co bierzemy za pewnik (sutry) jest tylko powielaniem jego słów, przefiltrowane przez osoby które to przelały na papier. Sam fakt istnienia tej osoby jest tylko uwarunkowany wiarą, tak jak istnienie Jezusa Chrystusa, syna jedynego, a pana naszego, który w ojcu jest zrodzony.

Do Khuzang'a: jako budda chciałbym powiedzieć Ci: zabij Buddę!!

Oczywiście, nie słuchaj mnie, ani nie jestem buddą, ani nie rozumiem buddyzmu...

Być może (w co ja(Drumlin) wątpię), zrozumienie przyjdzie z czasem ( kolejne reinkarnację), ja jestem jeszcze zbyt głupi, być może zrozumienie już przyszło ( dzięki reinkanacjom), a świat wokół mnie potrzebuje jeszcze "dojrzeć", nie mnie to oceniać, jestem tylko widzem oglądającym spektakl.


Booker, odnośnie tego:
booker pisze: sob gru 04, 2021 13:22
Drumlin pisze: śr gru 01, 2021 20:46 Nawet jeśli się mylę i moje poglądy są błędne, to i tak wypracowuję sobie odpowiednią karmę (taką mam nadzieję), jeśli jednak są prawdziwe, to moje cierpienie ustało, ja już nie powrócę do tego świata. Sytuacja win-win.
Czołem.
Na szczęście to, czy nasze cierpienie ustało mamy okazję przekonać się jeszcze w tym życiu. Mnie np. najczęściej umysł, który uważa, że przestał cierpieć znika gdzieś po tygodniu. :) Inni mają mniej szczęścia i "nie cierpią" lata.

Najlepszego!
Miałem na myśli to, że moje cierpienie ustało ponieważ niema komu cierpieć. I tak, Drumlin doświadczy cierpienia,choroby i śmierci, ale Drumlin to nie ja. Ja jako "absolut"(drumlin nie lubi tego określenia), nie cierpię z powodu tych "negatywnych doświadczeń", po prostu tego doświadczam, taki miałem cel tworząc ten wszechświat, to tylko taka zabawa.
Awatar użytkownika
kunzang
Admin
Posty: 13104
Rejestracja: pt lis 14, 2003 18:21
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: zantyr

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: kunzang »

witaj

Drumlin pisze: ndz gru 05, 2021 03:37Do Khuzang'a: jako budda chciałbym powiedzieć Ci: zabij Buddę!!
napij się herbaty :)

pozdrawiam
:14:

ps
Drumlin pisze: ndz gru 05, 2021 03:37Oczywiście, nie słuchaj mnie, ani nie jestem buddą, ani nie rozumiem buddyzmu...
bywa. niech Ci życie lekkim będzie
Drumlin
Posty: 7
Rejestracja: pt lis 26, 2021 22:58
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Dharma

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: Drumlin »

kunzang pisze: ndz gru 05, 2021 03:43 witaj

Drumlin pisze: ndz gru 05, 2021 03:37Do Khuzang'a: jako budda chciałbym powiedzieć Ci: zabij Buddę!!
napij się herbaty :)

pozdrawiam
:14:

ps
Drumlin pisze: ndz gru 05, 2021 03:37Oczywiście, nie słuchaj mnie, ani nie jestem buddą, ani nie rozumiem buddyzmu...
bywa. niech Ci życie lekkim będzie

Myślę (uważam), że Booker, ma dobry (idealny) podpis ;)

Herbaty napije się przy najbliższej okazji, myślę, że to dobra rada ;)

Pozdrawiam.
Ostatnio zmieniony ndz gru 05, 2021 05:00 przez Drumlin, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
kunzang
Admin
Posty: 13104
Rejestracja: pt lis 14, 2003 18:21
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: zantyr

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: kunzang »

witaj

Drumlin pisze: ndz gru 05, 2021 03:37Miałem na myśli to, że moje cierpienie ustało ponieważ niema komu cierpieć. I tak, Drumlin doświadczy cierpienia,choroby i śmierci, ale Drumlin to nie ja. Ja jako "absolut"(drumlin nie lubi tego określenia), nie cierpię z powodu tych "negatywnych doświadczeń", po prostu tego doświadczam, taki miałem cel tworząc ten wszechświat, to tylko taka zabawa.
poniższy cytat, jest zgodny z buddyjskim podejściem. polecam tę książkę, tak generalnie, a zajmuje się ona samooszukiwaniem i tym też zajmuje się buddyzm, czyli wybrnięciem z tego błędnego koła bycia ''kimś'' czy ''nikim'', a w ramach radzenia sobie z cierpieniem i przejścia w jego ustanie.

"Często wykorzystujemy duchowość, żeby unikać niechcianych uczuć, konfliktów i … życia. Gdy poszukujemy stanu duchowej obojętności – błędnie określanej mianem transcendencji – doprowadzamy tylko do duchowego rozwodu z samym sobą. (…)
Człowiek nie może jednak przestać być sobą, tak jak woda nie może przestać być mokra. Myśli i odczucia powstają w nas bez naszej wiedzy i zgody. Nie uciekniemy od siebie samych, bo nie jesteśmy miejscem, które możemy opuścić, ani rzeczą, którą można przerobić. Tymczasem, nie chcąc radzić sobie z naszym życiem wewnętrznym, wolimy je po prostu odciąć.
A taki zabieg nie jest ani terapią, ani duchowym doskonaleniem, to po prostu amputacja."
- Jon Frederickson, „Kłamstwa, którymi żyjemy”.

pozdrawiam
:14:

ps
współczucie bierze się z uświadomienia sobie, iż nie jest się pępkiem świata i tak jak samemu doświadcza się cierpienia, tak też inni cierpią - bez względu na to kim jesteśmy i jak żyjemy, wszyscy jesteśmy pod tym względem równi, różnicą jest to, jak sobie radzimy z cierpieniem
Awatar użytkownika
booker
Posty: 10110
Rejestracja: pt mar 31, 2006 13:22
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Yungdrung Bön
Lokalizacja: Londyn/Wałbrzych

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: booker »

Drumlin pisze: ndz gru 05, 2021 03:37Ja jako "absolut"(drumlin nie lubi tego określenia), nie cierpię z powodu tych "negatywnych doświadczeń", po prostu tego doświadczam, taki miałem cel tworząc ten wszechświat, to tylko taka zabawa.
Patrząc na ogrom nieszczęścia, jakie tu stworzyłeś, jednyne co o takim Stwórcy można powiedzieć, to psychopata. :D Zgłaszam reklamację, natychmiast to wycofaj. :)
"Bądź buddystą, albo bądź buddą."
Drumlin
Posty: 7
Rejestracja: pt lis 26, 2021 22:58
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Dharma

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: Drumlin »

booker pisze: ndz gru 05, 2021 12:42
Drumlin pisze: ndz gru 05, 2021 03:37Ja jako "absolut"(drumlin nie lubi tego określenia), nie cierpię z powodu tych "negatywnych doświadczeń", po prostu tego doświadczam, taki miałem cel tworząc ten wszechświat, to tylko taka zabawa.
Patrząc na ogrom nieszczęścia, jakie tu stworzyłeś, jednyne co o takim Stwórcy można powiedzieć, to psychopata. :D Zgłaszam reklamację, natychmiast to wycofaj. :)
Patrząc z mojego (Drumlina) punktu widzenia słowo masochista lepiej by pasowało.

Żeby uwzględnić, taką reklamacje, wszystkie istoty musiały by być zgodne co do tego, lecz odnoszę wrażenie, że niektórym się tu podoba.

Być może istniały w przeszłości światy pozbawione "nieszczęścia", które nie dały "absolutowi" pełnej satysfakcji doświadczania.

Według niektórych teorii naukowych wszechświat to tylko proces, rozszerza się, później powraca do punktu by wybuchnąć ponownie, być może nowy świat będzie mniej okrutny, w końcu sami go stworzymy, bazując na naszych doświadczeniach.

Myślę, że nie można doświadczyć szczęścia bez doświadczania nieszczęścia.

Jeśli powiem, że uważam, że celem istnienia jest doświadczanie, to nie kłamie, mówię najprawdziwsza prawdę - ja naprawdę tak uważam. Ale czy mój pogląd jest prawdziwy? Czy istnieje ktoś kto wie jaki jest cel życia? Chyba nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.


Uważam, że moje odpowiedzi w tym wątku miały zły charakter (atakujący), w końcu chciałem się dowiedzieć, czy moje poglądy są zgodne z naukami Buddy, niepotrzebne przedstawiłem (próbowałem narzucić) mój sposób pojmowania świata. Być może pisząc pierwszy post, szukałem grupy ludzi, którzy podzielają moje poglądy, niepotrzebne. Być może, moje silne, zagubione ego szuka jakiegoś schronienia, a to co robię nie jest duchowym doskonaleniem a właśnie amputacją. Jak siedzę w zazen, to nie mam takich rozważań, ego milknie, jak wstaje ono powraca. Wyraźnie czuje różnice pomiędzy myśleniem mojego ego a myśleniem jako "absolut", być może tu potrzebna jest pomoc psychiatryczna/psychologiczna, a nie duchowa, przecież to wygląda jak jakiejś rozdwojenie świadomości. Kiedyś myślałem, że moje ego się rozpadło i nie ma już czego zbierać, co było błędnym myśleniem, bo kto pisze te słowa?

Na pewno gdybym wmówił sobie(bądź uświadomił), że moje pojmowanie świata, jest błędne, było by mi łatwiej w życiu - nie czuł bym tej odpowiedzialności za całe "zło" jakie stworzyłem, choć z drugiej strony wiem, że to całe to "zło" wynika z mojej ("absolutu") chęci doświadczania, dla niego (mnie, "absolutu") nie jest to ani złe ani dobre.

Napije się więcej herbaty, posiedzę w zazen, poczytam książki, może większe zrozumienie przyjedzie. Może nie ma większego zrozumienia. Uważam, że nie ma co się nad tym zastanawiać, lepiej skupić się na tym co mogę zrobić, dla dobra innych stworzeń (dla swojego własnego dobra). Być może się całkowicie mylę, ale uważam, że gdyby każdy człowiek miał takie spojrzenie jak ja, to nie było by więcej wojen, chciwości, zazdrości i nienawiści.

Bardzo szanuję nauki buddysjkie, pozwalają spojrzeć na świat z innej perspektywy, aczkolwiek czuje, że trzymając się ich, żyłbym na przekór swoim przekonaniom, które każą odrzucić wszelkie słowa, nauki, doktryny a bazować na własnych doświadczeniach.

Dziękuję, za wszystkie odpowiedzi, rozwiały moje wątpliwości na temat mojego pojmowania buddyzmu.

Pozdrawiam serdecznie!
Awatar użytkownika
GreenTea
ex Global Moderator
Posty: 4807
Rejestracja: czw mar 19, 2009 22:04
Płeć: kobieta
Tradycja: Vajrayana

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: GreenTea »

Drumlin pisze: śr gru 01, 2021 20:46Nie mniej, mojego przekonania, iż jestem całym wszechświatem nie da się zmienić.
Ilekroć przywołujesz wszechświat, tylekroć przywołujesz samsarę, tymczasem w buddyzmie wcale nie chodzi o samsarę, a o to, by się od niej uwolnić. Poza tym, Twoje pojmowanie wszechświata nie jest dla mnie całkiem jasne, z jednej strony piszesz, że "cały wszechświat jest jednym procesem" i z tym mogłabym się jeszcze zgodzić (np. proces współzależnego powstawania), z drugiej jednak, że "przed powstaniem wszechświata, wielkim wybuchem którego jesteśmy elementem był tylko jeden byt", a to już wydaje mi się crazy w świetle samej nauki. Nie czytasz o czarnych dziurach, paradoksie informacyjnym, podejrzeniach fizyków, że kodowana przez czarne dziury informacja może mieć jakiś związek z powstawaniem nowych światów? Co niby miałoby być tym "jednym bytem"? W dodatku bytem przed powstaniem wielu wszechświatów, bo wieloświatowa interpretacja mechaniki kwantowej również jest znana, nie tylko teorie, że Wielki Wybuch mógł być jedynie pewnym momentem w ewolucji naszego wszechświata, nie jego początkiem...
W buddyzmie nie mówi się o żadnym jednym bycie, bytów jest zawsze wiele, tak wiele, że są nie do policzenia. Ale to samsara, jak już wspomniałam wyżej.

Co do współczucia, może zabrzmi dziwnie, jest ono w pewnym sensie nieodłączną właściwością stanu wiedzy. Nie można wiedzieć i nie współczuć, myślę oczywiście o wiedzy uwolnionej od splamień karmicznych. Oświecenie jest stanem wiedzy.


Pozdrawiam, gt
Awatar użytkownika
kunzang
Admin
Posty: 13104
Rejestracja: pt lis 14, 2003 18:21
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: zantyr

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: kunzang »

witam

GreenTea pisze: wt gru 07, 2021 02:57Co do współczucia, może zabrzmi dziwnie, jest ono w pewnym sensie nieodłączną właściwością stanu wiedzy. Nie można wiedzieć i nie współczuć, myślę oczywiście o wiedzy uwolnionej od splamień karmicznych. Oświecenie jest stanem wiedzy.
no więc właśnie... przebudzenie jest związane ze stanem wiedzy o naturze zjawisk i spoczywaniu w nim, co nawet nie w pewnym sensie ale całkowicie, wręcz z automatu, wiąże się ze stanem współczucia który manifestuje się w przestrzeni umysłu.

Drumlin vel jeden umysł - ze swej strony napisałem Tobie, jak to jest ze współczuciem od strony prawdy względnej /relatywnej/, i tu możemy przyjąć, iż jest to adresowane do Drumlina. GreenTea przedstawiła jak to jest od strony prawdy absolutnej, i tu załóżmy, iż jest to adresowane do jednego umysłu.
reasumując...
jakby na to nie patrzeć, obydwie Twe osobowości /mając na uwadze to, co napisałeś/, nie polegają na tym, co określamy mianem buddyzmu. jedna z nich cierpi nie mając ścieżki, a druga jest obojętnym obserwatorem. bywa.

odnośnie dwóch prawd, to wyjaśnienie odnajdziesz tutaj: madhyamaka

niech Ci życie lekkim będzie
:14:

ps
nie wiem czy rozumiesz, ale Twój stan /polegając na tym, co w tym temacie napisałeś/, stan Twego umysłu /piszę tu do obydwu Twych osobowości/, kwalifikuje się tak w istocie na terapię i to w trybie natychmiastowym... jest jeszcze druga opcja, bardziej optymistyczna, że bawisz się tu w trolling - żywię nadzieję, iż jednak ma miejsce to drugie :|
Drumlin
Posty: 7
Rejestracja: pt lis 26, 2021 22:58
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Dharma

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: Drumlin »

Green tea - wyraźnie napisałem, że "byt" może nie być właściwym słowem, lecz ciężko to wszystko ubrać w słowa. Wszystko we wszechświecie na poziomie elementarnym jest zbudowane z jednego rodzaju materii ( światła/energii) - to się tyczy fizyki kwantowej.
Wielki wybuch był początkiem naszego wszechświata który znamy, lecz nie bym początkiem wszystkiego, był elementem procesu. Nasz wszechświat teraz się rozszerza, później się skurczy do jednego punktu("bytu") by znowu wybuchnąć. To tylko teoria. Kwestię wieloswiatów pomijam w tej dyskusji, choć jestem jej zwolennikiem, to nie na ten temat jest ten wątek.

Niedawno usłyszałem o czymś takim jak teoria jajka - "the egg theory", która po części jest zgodna z moim pojmowaniem świata, i znowu pojawiło się to dziwne uczucie - "jak to możliwe, że ludzie dochodzą to tych samych wniosków, co ja doszedłem tylko poprzez praktykę zazen - odrzucając cała wiedzę jaką nabyłem?".
Sam nie jestem najmądrzejszy, języki którymi się posługuje są ubogie, i myślę, że lepiej byśmy się dogadali przy herbacie niż pisząc na forum.

Kunzang- wygląda na to, że źle zrozumiałeś moje słowa (bądź źle się wyraziłem), tu nie ma dwóch osobowości, jest tylko jedna - Drumlina. Wykazujesz się tutaj ignorancja, ponieważ zakładasz, że buddyzm i madhyamaka to prawda na 100%, ja uważam, że jest jeszcze trzecia opcja - moje pojmowanie świata jest prawdziwe - ja jestem Tobą a Ty jesteś mną, tak działa reinkarnacja, być może po śmierci przeżyje życie z twojego punktu widzenia. Oczywiście, mogę się mylić, bazuję tylko na własnych doświadczeniach, Ty zakładasz, że masz rację, bazując na słowach innych ludzi. Po co te cytaty? Mam wrażenie, że niepotrzebne starasz się mnie "nawrócić".

Myślę, że dalsza dyskusja tutaj na forum nie ma żadnego sensu. Jeśli chcesz, możemy się kiedyś razem napić herbaty i porozmawiać - wymienić się doświadczeniami, nie cytatami/doktrynami/ słowami innych ludzi. Otrzymałem w tym wątku odpowiedzi na moje pytania, wątek można zamknąć.

Główna różnica zdań polega na tym, że według was (buddystów) celem życia jest uwolnienie się od cierpienia, a według mnie celem życia jest doświadczanie. Spotkałem osoby które podzielają mój punkt widzenia.

Pozdrawiam.
Awatar użytkownika
kunzang
Admin
Posty: 13104
Rejestracja: pt lis 14, 2003 18:21
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: zantyr

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: kunzang »

witaj

Drumlin pisze: pt gru 10, 2021 09:13Główna różnica zdań polega na tym, że według was (buddystów) celem życia jest uwolnienie się od cierpienia, a według mnie celem życia jest doświadczanie. Spotkałem osoby które podzielają mój punkt widzenia.
dobrze - jak uważasz :)

pozdrawiam
:14:
Awatar użytkownika
GreenTea
ex Global Moderator
Posty: 4807
Rejestracja: czw mar 19, 2009 22:04
Płeć: kobieta
Tradycja: Vajrayana

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: GreenTea »

Drumlin pisze: pt gru 10, 2021 09:13Kwestię wieloswiatów pomijam w tej dyskusji, choć jestem jej zwolennikiem, to nie na ten temat jest ten wątek.
To jak najbardziej temat na ten wątek, a ściślej moja próba odpowiedzi na Twoje pytanie: Czy powinienem określać się jako "pewnego rodzaju buddysta"? Nauka nasza tworzy oczywiście raptem hipotezy, w dodatku niemożliwe na dzień dzisiejszy do sprawdzenia, jednak buddyzm ma swoją własną kosmologię, proponuję do niej zajrzeć, w grę wchodzą miliardy światów i sfer nieustannie powtarzających te same cykle: rozpadu (nicości), trwania po rozpadzie, stworzenia, trwania po stworzeniu. A zatem, nie, nie powinieneś określać się jako buddysta, dopóki zajmujesz się wyłącznie tym, co udało się do dnia dzisiejszego odkryć nauce.


Drumlin pisze: pt gru 10, 2021 09:13Wszystko we wszechświecie na poziomie elementarnym jest zbudowane z jednego rodzaju materii ( światła/energii) - to się tyczy fizyki kwantowej.

A co, jeśli istnieje nadświetlny obserwator? Poczytaj sobie o ostatnim wyczynie fizyków (dr Andrzej Dragan), którzy spróbowali rozwiązać nietknięte dotychczas równania Einsteina, posługując się właśnie tym założeniem, że prędkość światła, owszem, jest nieprzekraczalną granicą, ale tylko granicą i jej istnienie nie musi świadczyć o niemożności funkcjonowania ponad tą prędkością. Myślę, że takich rewelacji w nauce pojawi się znacznie więcej, bo badania naukowe (przynajmniej te w kraju) zmieniają z wolna kierunek, z materialistycznego na idealistyczny. Twoje myślenie o świetle i energii to materializm, filozofia buddyjska uwzględnia materializm, ale tylko w jednej z tzw. prawd (teoria dwóch prawd, o której wspomniał Kunzang), poziom absolutny z materializmem nie ma nic wspólnego.


pozdrawiam, gt
Awatar użytkownika
kunzang
Admin
Posty: 13104
Rejestracja: pt lis 14, 2003 18:21
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: zantyr

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: kunzang »

witaj

GreenTea pisze: pt gru 10, 2021 18:37 (...) Poczytaj sobie o ostatnim wyczynie fizyków (dr Andrzej Dragan), którzy spróbowali rozwiązać nietknięte dotychczas równania Einsteina, posługując się właśnie tym założeniem, że prędkość światła, owszem, jest nieprzekraczalną granicą, ale tylko granicą i jej istnienie nie musi świadczyć o niemożności funkcjonowania ponad tą prędkością. (....)
super! dzięki GreenTea za namiar :) ...już wiem o co poproszę mikołaja ;)

''Za jakiś czas zostaniemy ewolucyjnie zastąpieni istotami, które dzielić od nas będzie przepaść o wiele większa, niż obecnie dzieli nas od mrówek. Mówienie z jakąkolwiek pewnością o czymkolwiek jest więc nie tylko bezczelnością, ale, co gorsza, nietaktem” pisze Autor. Intelektualna prowokacja? Kokieteria wybitnego fizyka zajmującego się teorią kwantową, laureata kilkudziesięciu nagród za działalność naukową, ale też fotograficzną, filmową i za komponowaną muzykę? Podążając razem z Draganem na jego chybotliwej nieco, elektrycznej deskorolce (latem i zimą dojeżdża nią na wydział fizyki warszawskiego Uniwersytetu) musimy się uzbroić w cierpliwość. Wkrótce zrozumiemy, że wszystko, co człowiek kiedykolwiek zbudował, z piramidami, Wieżą Eiffla oraz Jezusem ze Świebodzina włącznie, zmieściłoby się bez trudu wewnątrz kostki sześciennej o boku pięciu kilometrów. Niby niewiele, ale ten sam człowiek przy pomocy kartki, długopisu i kosza na śmieci zdołał odkryć czarne dziury, w pobliżu których czas staje w miejscu, wymyślił, w jaki sposób wykorzystać osobliwe prawa mechaniki kwantowej do wykonania teleportacji, a także uzmysłowił obie, że podobnie jak wszystkie mikroskopijne cząstki kwantowe, on również znajduje się w wielu miejscach na raz.

Dr hab. Andrzej Dragan (rocznik 1978) prowadzi grupę badawczą zajmującą się łączeniem teorii względności z teorią kwantową na Uniwersytecie Warszawskim. Profesor wizytujący na Uniwersytecie w Singapurze. Fotograf Roku brytyjskiego pisma Digital Camera, nominowany do Złotego Lwa na festiwalu reklamowym w Cannes, twórca fotograficznego Efektu Dragana. Zdobywca Best in Show brytyjskiego magazynu Creative Review za debiutancki film (Dylatacja czasu), nominowany do nagrody Yacha za debiutancki teledysk (Behemoth). Pytany o to czego nigdy nie robił odpowiada: - Nigdy nie piłem kawy.''


- cytat pochodzi z opisu książki: ''Kwantechizm czyli klatka na ludzi'', Andrzej Dragan.

pozdrawiam
:14:

ps
ma urocze zdjęcie na wikipedii :D
szybki wywiad z Nim: TUTAJ
Awatar użytkownika
GreenTea
ex Global Moderator
Posty: 4807
Rejestracja: czw mar 19, 2009 22:04
Płeć: kobieta
Tradycja: Vajrayana

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: GreenTea »

kunzang pisze: pt gru 10, 2021 19:08ps
ma urocze zdjęcie (...)
:)

pozdrawiam, gt
Awatar użytkownika
booker
Posty: 10110
Rejestracja: pt mar 31, 2006 13:22
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Yungdrung Bön
Lokalizacja: Londyn/Wałbrzych

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: booker »

Drumlin pisze: pt gru 10, 2021 09:13
Główna różnica zdań polega na tym, że według was (buddystów) celem życia jest uwolnienie się od cierpienia, a według mnie celem życia jest doświadczanie. Spotkałem osoby które podzielają mój punkt widzenia.

Pozdrawiam.
Wg. mnie, na przykład, życie nie ma ani celu, ani sensu. Nie wiem czy to akurat jest buddyjskie, czy nie.

Jedni uważają, że są mną (tak jak Ty, Durghimie uważasz, że wszystkim jesteś), inni, że tylko tym ciałem, inni są Bogiem, bogami. Każdy sie uprze przy swoim i co z tego? Nic :) Dopóki Twoje poglądy nie skazują kogoś na cierpienie, to Panie, myślpan i uważaj to chcesz. Nawet czasem nie będziesz wiedział, czy wprawiasz czytelnika w rozbawienie - a to już jakiś sukces jest - przynajmniej wprowadzasz nieco radości w przestrzenie :)

Najlepszego.
"Bądź buddystą, albo bądź buddą."
Awatar użytkownika
kunzang
Admin
Posty: 13104
Rejestracja: pt lis 14, 2003 18:21
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: zantyr

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: kunzang »

witaj

booker pisze: sob gru 11, 2021 17:18 (...) (tak jak Ty, Durghimie uważasz, że wszystkim jesteś), (...)
...jednak Drumlinie - wyjaśnienie znajdziesz tu: drumlin - pewnie je znasz, rozumiem, że to Twój żart :oczami:


pozdrawiam
:14:
Awatar użytkownika
booker
Posty: 10110
Rejestracja: pt mar 31, 2006 13:22
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Yungdrung Bön
Lokalizacja: Londyn/Wałbrzych

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: booker »

kunzang pisze: sob gru 11, 2021 17:28 witaj

booker pisze: sob gru 11, 2021 17:18 (...) (tak jak Ty, Durghimie uważasz, że wszystkim jesteś), (...)
...jednak Drumlinie - wyjaśnienie znajdziesz tu: drumlin - pewnie je znasz, rozumiem, że to Twój żart :oczami:


pozdrawiam
:14:
Nie znałem :)

Przekręciłem ksywkę nieumyślnie, sory :)
"Bądź buddystą, albo bądź buddą."
Awatar użytkownika
kunzang
Admin
Posty: 13104
Rejestracja: pt lis 14, 2003 18:21
Płeć: mężczyzna
Tradycja: yungdrung bon
Lokalizacja: zantyr

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: kunzang »

witaj

booker pisze: sob gru 11, 2021 17:30Przekręciłem ksywkę nieumyślnie, sory :)
ma to swój urok, bywa :)

pozdrawiam
:14:
Awatar użytkownika
TeZeT
Posty: 832
Rejestracja: pn sty 08, 2007 21:20
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Brak

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: TeZeT »

booker pisze: sob gru 11, 2021 17:18 Wg. mnie, na przykład, życie nie ma ani celu, ani sensu. Nie wiem czy to akurat jest buddyjskie, czy nie.
Sorki, że wchodzę w słowo, ale o ile zdefiniowanie celu jest jeszcze dość proste, to z sensem jest chyba już większy problem.

Np. można powiedzieć, że celem pocenia się jest ochłodzenie ciała, oraz pozbycie się toksyn, taki sam jest też sens pocenia się.

Sens i cel są tożsame, jeżeli sens jest nieabsolutystyczny, jeżeli mówimy o sensie absolutystycznym, to jesteśmy zdani na spekulacje.

Z czego wynika, że próby ustalenia z całą pewnością jaki jest sens absolutystyczny, są skazane na porażkę, ponieważ wymagają elementu wiary.

Z tego z kolei wynika, że Twoje stwierdzenie, że życie nie ma sensu, o tyle jest IMHO prawidłowe, bo nie da się go ustalić.

Z drugiej jednak strony - nie wiemy tego, czy życie ma sens absolutystyczny, czy nie, z innego, pozaludzkiego punktu widzenia :)

Dlatego stwierdzenia: życie ma sens lub nie ma sensu, są IMHO ryzykowne.

Mam nadzieję, że nie zanudziłem.
Awatar użytkownika
booker
Posty: 10110
Rejestracja: pt mar 31, 2006 13:22
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Yungdrung Bön
Lokalizacja: Londyn/Wałbrzych

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: booker »

TeZeT pisze: śr gru 29, 2021 23:20
booker pisze: sob gru 11, 2021 17:18 Wg. mnie, na przykład, życie nie ma ani celu, ani sensu. Nie wiem czy to akurat jest buddyjskie, czy nie.
Sorki, że wchodzę w słowo, ale o ile zdefiniowanie celu jest jeszcze dość proste, to z sensem jest chyba już większy problem.
Dla mnie chyba nie ma tego problemu, ponieważ uważam, iż cierpienie nie ma sensu ;) A cierpimy ino z jednego powodu. W tym kontekście - i to przewrotnie, a może i nawet niekonsekwentnie - koniec cierpienia ma sens. :)

Pozdro ciepłe.
"Bądź buddystą, albo bądź buddą."
Awatar użytkownika
TeZeT
Posty: 832
Rejestracja: pn sty 08, 2007 21:20
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Brak

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: TeZeT »

booker pisze: śr gru 29, 2021 23:52
Dla mnie chyba nie ma tego problemu, ponieważ uważam, iż cierpienie nie ma sensu ;) A cierpimy ino z jednego powodu. W tym kontekście - i to przewrotnie, a może i nawet niekonsekwentnie - koniec cierpienia ma sens. :)

Pozdro ciepłe.
Na pewno ma sens, taki nieabsolutystyczny, tylko kiedy jest ten koniec, to też ma znaczenie.

Pozdrawiam :)
Awatar użytkownika
booker
Posty: 10110
Rejestracja: pt mar 31, 2006 13:22
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Yungdrung Bön
Lokalizacja: Londyn/Wałbrzych

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: booker »

TeZeT pisze: czw gru 30, 2021 12:06

Na pewno ma sens, taki nieabsolutystyczny, tylko kiedy jest ten koniec, to też ma znaczenie.

Pozdrawiam :)
Dla mnie koniec cierpienia ma sens absolutystyczny :)
"Bądź buddystą, albo bądź buddą."
Awatar użytkownika
TeZeT
Posty: 832
Rejestracja: pn sty 08, 2007 21:20
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Brak

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: TeZeT »

booker pisze: czw gru 30, 2021 12:14 Dla mnie koniec cierpienia ma sens absolutystyczny :)
Tak, to cierpienie w sensie buddyjskim na pewno. Za to przedwczoraj sparzyłem się parą, i czekam, aż to cierpienie ustanie, i rana się zagoi.

Jednak absolutyzm jest jakiś taki ostateczny i bez powrotu, dla mnie określenie równie ryzykowne co "zawsze", "nigdy" etc.
Awatar użytkownika
GreenTea
ex Global Moderator
Posty: 4807
Rejestracja: czw mar 19, 2009 22:04
Płeć: kobieta
Tradycja: Vajrayana

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: GreenTea »

TeZeT pisze: czw gru 30, 2021 13:07Jednak absolutyzm jest jakiś taki ostateczny i bez powrotu, dla mnie określenie równie ryzykowne co "zawsze", "nigdy" etc.
Hej :)
nie wierzysz w definitywny, ostateczny i bezpowrotny (absolutny) koniec cierpienia - w to, że może ot tak, "na zawsze" zniknąć? czy raczej chodzi Ci o to, że wraz z jego absolutnym "zawsze" coś się traci - to, do czego jesteśmy przywiązani (wg buddyzmu lgnięcie jest podstawową kondycją charakteryzującą świat ludzi)? Bo to w końcu coś jak "transakcja wiązana", znika cierpienie i znika ego, poczucie, że ja to ja z wszelkimi tego konsekwencjami.

Pozdrawiam, gt


Ps. Zauważ, że te rzeczy da się rozważać jedynie teoretycznie, bo na poziomie praktycznym, albo podobają nam się stany, w które wchodzimy na skutek praktyki (w jej trakcie i po), albo zupełnie nam nie leżą, więc praktykę przerywamy i zaczynamy robić coś innego. Te stany nie pozostają bez związku z celem ostatecznym praktyki, choć oczywiście różni je od siebie jakość i przede wszystkim właśnie czas trwania.
Awatar użytkownika
TeZeT
Posty: 832
Rejestracja: pn sty 08, 2007 21:20
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Brak

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: TeZeT »

GreenTea,

jeżeli chodzi o wiarę w cokolwiek to zdecydowanie bardziej wolę wiedzieć, niż wierzyć. Staram się raczej posługiwać prawdopodobieństwem niż wiarą.

Natomiast oczywiście, tak naturalnie wierzę w różne małe rzeczy - że jeżeli pogłaskam kota to pomruczy, albo, że jeżeli się do kogoś uśmiechnę to też się uśmiechnie, bo go znam, etc.

Natomiast jeżeli chodzi o sprawy duchowo/pozagrobowe to właściwie w nic nie wierzę, bo to jest nieweryfikowalne.

Natomiast pod wpływem buddyzmu mam nieodparte wrażenie, które można nazwać wiarą, że cokolwiek jest przeżywane musi być prędzej czy później przeżyte, lub było przeżyte przez "moje ja". Dlatego, jeżeli mamy np. w rzeźni miliardy zwierząt to "moje" ja też będzie musiało ich żywoty przeżyć, lub przeżyło, tak samo jak "twoje" ja, przy czym to jest to samo "ja". Podobnie z żywotami milionerów, biedaków, i wszystkich innych świadomych istot.

Z tego punktu widzenia ustanie cierpienia musiałoby oznaczać ustanie życia, no chyba, że dojdzie do sytuacji, kiedy życie nie jest cierpieniem, lub tak będzie interpretowane.

To są generalnie dość trudne tematy do ogarnięcia umysłem, natomiast ten absolutyzm w ustaniu cierpienia właśnie z tym mi się kojarzy, w sensie buddyjskim: dopóki istnieje Samsara, cierpienie nie ustanie (na zawsze).

Pozdrawiam
Awatar użytkownika
booker
Posty: 10110
Rejestracja: pt mar 31, 2006 13:22
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Yungdrung Bön
Lokalizacja: Londyn/Wałbrzych

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: booker »

TeZeT pisze: śr sty 12, 2022 15:24
Z tego punktu widzenia ustanie cierpienia musiałoby oznaczać ustanie życia, no chyba, że dojdzie do sytuacji, kiedy życie nie jest cierpieniem, lub tak będzie interpretowane.
Jak dla mnie oznacza koniec życia - w sensie, zakończenie odradzania się.
To są generalnie dość trudne tematy do ogarnięcia umysłem, natomiast ten absolutyzm w ustaniu cierpienia właśnie z tym mi się kojarzy, w sensie buddyjskim: dopóki istnieje Samsara, cierpienie nie ustanie (na zawsze).
Chodzi Ci, że musiały by zakończyć się wszystkie wymiary/światy w których się można odrodzić? Moim zdaniem tak się nigdy nie stanie, dwa, koniec cierpienia odnosi się do indywidualnej jednostki, nie do kolektywu.
Natomiast pod wpływem buddyzmu mam nieodparte wrażenie, które można nazwać wiarą, że cokolwiek jest przeżywane musi być prędzej czy później przeżyte, lub było przeżyte przez "moje ja". Dlatego, jeżeli mamy np. w rzeźni miliardy zwierząt to "moje" ja też będzie musiało ich żywoty przeżyć, lub przeżyło, tak samo jak "twoje" ja, przy czym to jest to samo "ja". Podobnie z żywotami milionerów, biedaków, i wszystkich innych świadomych istot.
Dla Ciebie to samo "ja" przeżywa różne rzeczy - jak to zrozumiałem? Ale idea jednego ja nie jest buddyjska - w buddyzmie nie ma wrodzonego ja - jest ja tymczasowe i nietrwałe - mamy tu czującą istotę, oczywiście. Nie ma też jakiegos tagiego uber-ja, które sobie przeżywa wszystkie światy w tym samym momecie. To chyba bardziej w vedyjskich ścieżkach mają. W bön mawiaja, że przestrzeń jest "świadoma". Może stąd nawlekają się doświadczenia jaźni takiej wieelkiej, co to wszystko przeżywa. Ale to jest iluzja powodowana niewiedzą.

Moje przeżycia nie są Twoimi, a Ty nie jesteś mną - i na odwrót.

Pozdrówka
b.
"Bądź buddystą, albo bądź buddą."
Awatar użytkownika
TeZeT
Posty: 832
Rejestracja: pn sty 08, 2007 21:20
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Brak

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: TeZeT »

@booker

No właśnie jest tu pewien paradoks, nie do ogarnięcia słowami, i nie wiadomo "jak jest naprawdę", dlatego w sumie nic nie praktykuję bo to oznacza wejście w sferę wiary, która jest tak indywidualna jak każde "ja".

Wyznając więc coś, uczestnicząc w jakichś obrzędach, czy podążając jakąś ścieżką - w pewnym momencie - kiedy dochodzimy do nieweryfikowalnych spraw, jak te omawiane powyżej, nie podążamy już swoją ścieżką, tylko czyjąś ścieżką/wizją tego jak to wszystko wygląda.

To znaczy tak jak sobie to widzę, żeby nie było, że Twierdzę, że tak jest i inni mają mnie słuchać ;)
Awatar użytkownika
booker
Posty: 10110
Rejestracja: pt mar 31, 2006 13:22
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Yungdrung Bön
Lokalizacja: Londyn/Wałbrzych

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: booker »

TeZeT pisze: czw sty 13, 2022 13:28 @booker

No właśnie jest tu pewien paradoks, nie do ogarnięcia słowami, i nie wiadomo "jak jest naprawdę", dlatego w sumie nic nie praktykuję bo to oznacza wejście w sferę wiary, która jest tak indywidualna jak każde "ja".
Ale jakie to ma znaczenie, tak w sumie :)

A co do niepraktykowania, to miałem przerwę od zen, bo przestał dla mnie działać. I zobacz, żyję :) Teraz robię bön i jestem zadowolony. A w bön to nawet powiedzą, że jak praktyka nie działa lepiej dać sobie na jakiś czas na wstrzymanie :)
Wyznając więc coś, uczestnicząc w jakichś obrzędach, czy podążając jakąś ścieżką - w pewnym momencie - kiedy dochodzimy do nieweryfikowalnych spraw, jak te omawiane powyżej, nie podążamy już swoją ścieżką, tylko czyjąś ścieżką/wizją tego jak to wszystko wygląda.
Te sprawy przykładowo - dokładnie co omawialiśmy - mnie w ogóle nie obchodzą. Mam dosłownie wyniuniane na to (i na wiele innych niepotrzebnych mi rzeczy, o których zażarcie debatują ludzie). ;)

Liczy się dla mnie co innego - jakie rezultaty mam w podążaniu daną ścieżką ku końcowi cierpienia. To są sprawy weryfikowalne. Tym bardziej, gdy mogą np. dotyczyć pomocy komuś bliskiemu a będącego w dużym cierpieniu. Dodatkowo jeżeli ta osoba ogólnie jest bardzo sceptyczna, nieuznająca autorytetów itd. właśnie z takim podejściem jak prezentujesz - "a, że to nie moja droga, to czyjeś idee, religie." Mówie przykład jak najbardziej realny, z własnego otoczenia.
"Bądź buddystą, albo bądź buddą."
Awatar użytkownika
GreenTea
ex Global Moderator
Posty: 4807
Rejestracja: czw mar 19, 2009 22:04
Płeć: kobieta
Tradycja: Vajrayana

Re: Kim jestem?

Nieprzeczytany post autor: GreenTea »

TeZeT pisze: czw sty 13, 2022 13:28w pewnym momencie - kiedy dochodzimy do nieweryfikowalnych spraw, jak te omawiane powyżej, nie podążamy już swoją ścieżką, tylko czyjąś ścieżką/wizją tego jak to wszystko wygląda.

No nie wiem, czy faktycznie jest wtedy tak, że podążamy wyłącznie czyjąś ścieżką/wizją, a nie swoją własną, bo jeśli obie są w zgodzie z naszymi wewnętrznymi przekonaniami, odczuciami, intuicjami, to w jakimś sensie uzupełniają nas samych. Owszem, uzupełnienie jest nieweryfikowalne naukowo. Tyle że to słaby dziś argument, gdy coraz bardziej zdajemy sobie sprawę, ile nauce pozostało jeszcze do odkrycia. Natomiast dużo ważniejszy wydaje mi się ten, na który zwraca uwagę psychologia, że rozwój duchowy – taki, który obejmuje perspektywą nie tylko życie, także śmierć i wszystko, co może ewentualnie na jej skutek nastąpić – jest człowiekowi potrzebny. I nie tyle chodzi tu o sprawdzalność tworzonych na ten temat koncepcji, co o ich dobroczynny lub negatywny wpływ na kondycję człowieka. Oczywiście, obawiamy się tego negatywnego, ale to nie znaczy, że nie ma w nas pragnień budowania wizji i poszukiwania osób, które te wizje podzielają. Jeśli dołączymy do takich osób, nie można wtedy powiedzieć, że ścieżka jest wyłącznie cudzą ścieżką, bo przecież w jakimś sensie wyraża nas samych, uzupełnia o to, co sami we własnym wnętrzu tworzymy.


Pozdrawiam, gt
ODPOWIEDZ

Wróć do „Wasze pierwsze pytania”