A może cybernetyka?

filozofia, psychologia i nauka w kontekście buddyzmu

Moderator: GreenTea

iks
Posty: 6
Rejestracja: pn mar 30, 2020 16:26
Płeć: mężczyzna
Tradycja: theravada

A może cybernetyka?

Nieprzeczytany post autor: iks »

Witam

Pisałem już o tym kiedyś o na pokrewnym forum, ale coś mnie naszło i postanowiłem wrócić do tematu, ciekaw jestem czy ktoś tutaj do tego odniesie (i jak). Dość często pojawiają się skojarzenia buddyzmu z fizyką kwantową, przyznam niezbyt dla mnie zrozumiałe. Z drugiej jednak strony mam taką myśl, że jeżeli buddyzm jest prawdziwy powinno być możliwe odniesienie go w jakiś sposób do współczesnej nauki.

Jakiś czas temu trafiłem na youtube na postać polskiego cybernetyka Mariana Mazura, który zastosował swoją dziedzinę między innymi do opisu psychiki ludzkiej. Napisał nawet książkę " Cybernetyka i Charakter", którą pobieżnie sobie przeglądam i treść której bardziej kojarzy mi się z buddyzmem niż fizyka kwantowa czy nawet psychologia. LINK: www.autonom.edu.pl/publikacje/mazur_mar ... 76-ocr.pdf


Nie będę wchodził za bardzo w szczegóły, bo się na cybernetyce ani buddyzmie nie znam, napiszę tylko krótko co przykuło moją uwagę i gdzie mój umysł uznał, że istnieją analogie.


Profesor opisał człowieka jako system samosterujący posiadający receptory przyjmujące bodźce, korelator przetwarzający bodźce, homeostat dbający o niezależność systemu, efektory działające na otoczenie, akumulator i alimentatory. Kojarzy mi się to z anattą (i trochę z paticcasamupadą), poniżej podaję cytat z książki który jeszcze bardziej przywołuje takie intuicje (str. 52 w książce w linku):

"Wiele jest jednak sytuacji, w których bynajmniej nie jest jasne, czy chodzi o przynależność do nadsystemu, czy też do klasy systemów. Oto dwudziestoletni młodzian, Jan Kowalski, awanturując się w sklepie stłukł szybę wystawową, za co w kilka tygodni później został skazany na pokrycie strat i grzywnę. Właściwie z jakiej racji? Przecież Jan Kowalski wybijający szybę był usposobiony awanturniczo, a Jan Kowalski obłożony grzywną jest spokojny — różne właściwości, więc różne systemy, dlaczego stosować przykre oddziaływania na wejściu jednego systemu za oddziaływania wyjściowe innego systemu? Zgoda na to, że są to systemy różne, ale czy należące do jednego nadsystemu „Jan Kowalski”, czy też do jednej klasy systemów „Jan Kowalski”? Za interpretacją kolejnych Janów Kowalskich jako jednego nadsystemu przemawia to, że są ze sobą powiązani, bo każdy następny powstaje z poprzedniego, dzięki pamięci mają poczucie tego samego interesu życiowego itd., a wobec tego można pociągać cały nadsystem „Jan Kowalski” do odpowiedzialności. W rezultacie za dwudziestoletniego Jana Kowalskiego, który stłukł szybę, będzie musiał zapłacić grzywnę któryś z następnych Janów Kowalskich, konkretnie zaś ten który się okaże uchwytny dla urzędowego poborcy"

Jest w książce więcej momentów które kojarzą mi się z anattą czy nawet współzależnym powstawaniem, nie będę jednak tu się rozpisywał ponieważ może to wynikać z mojego błędnego rozumienia. Co sądzicie?

Mysz
Posty: 24
Rejestracja: wt mar 31, 2020 10:17
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Theravada

Re: A może cybernetyka?

Nieprzeczytany post autor: Mysz »

Ja totalnie nie znam się na cybernetyce i nie do końca rozumiem dlaczego doktryna anatty miałaby się do niej odnosić oraz nie do końca wiem o co pytasz, więc napiszę tylko, że nie rozumiem jednego postulatu fanów duchowości kwantowej - iż świat nie moze istnieć bez obserwatora. Był o tym w zen taki koan, że jeśli drzewo przewróciło się, a nikt o tym nie wie, to czy wydało ono dźwięk? Wydaje mi się że taki świat może istnieć, tak jak różne rzeczy których nie widzimy, tylko nie ma nikogo, kto go widzi i może stwierdzić, że on istnieje. Chyba że uważamy, że świat realny może istnieć jedynie w świadomości podmiotu poznającego (idealizm subiektywny/solipsyzm). Wtedy taki świat faktycznie nie może istnieć. W sumie skomplikowane to dla mnie.
Ogólnie mnie też ciekawi doktryna anatty, ponieważ Budda uważał że bycie istotą to po prostu bycie uwiązanym w pragnienie i pasję, które zgodnie z doktryną siunjaty są puste (jeżeli dobrze rozumiem, jestem początkujący), więc dlatego nie można nigdzie odnaleźć trwałego "ja".

iks
Posty: 6
Rejestracja: pn mar 30, 2020 16:26
Płeć: mężczyzna
Tradycja: theravada

Re: A może cybernetyka?

Nieprzeczytany post autor: iks »

Nie znam się na fizyce kwantowej zupełnie i jak czytam te postulaty związane brakiem obserwatora itp.to mój umysł oraz zdrowy rozsądek po pewnym czasie próby ich intelektualnego ogarnięcia się buntują. Po prostu nie wiem jaki to może mieć związek z buddyzmem.

Na cybernetyce też się nie znam, nie twierdzę też, że może ona być w jakikolwiek sposób pomocna w praktyce buddyjskiej, jednak po przejrzeniu tej książki Mazura wydaje mi się, że od strony intelektualnej w kilku miejscach zaskakująco pasuje do moich obecnych przekonań.

Według tej książki cybernetyka to jest nauka o systemach i sterowaniu, w tym przypadku uznaje człowieka za system samosterujący składający się z iluś elementów, który, jak zrozumiałem, pod wpływem bodźców zmienia swój stan i odpowiednio reaguje, ma też swoją podstawę materialną która, jak dowodzi nauka, cały czas się zmienia. W książce wszystkie pojęcia są ciekawie zdefiniowane, niektóre zupełnie na nowo, i po przeczytaniu definicji wywód profesora wydaje się całkiem rozsądny i klarowny.

Anatta rozumiem z kolei w ten sposób, że człowiek w swoim doświadczeniu nie może znaleźć nic co mógłby uznać za swoje niezmienne ja, czyli nawet ciężko powiedzieć co to jest tak na prawdę ten obserwator z dywagacji o fizyce kwantowej. Widzę w tym analogię do teorii prof. Mazura, który również wskazywał, że człowiek to system składający się z elementów, przyjmujący różne stany, w zasadzie ciągle się zmieniający, i wskazanie jakiegoś stałego kontrolującego "ja" jest niemożliwe, jest tylko pamięć poprzednich stanów (mogłem tu coś pokręcić).

p.s. Oczywiście wszystko co przytaczam to moja subiektywna opinia, a pomysły prof. Mazura uznaję za ciekawe ze względu na fakt, że wyrastają z z zachodniej myśli naukowej, ale wnioski są inne niż np. w zachodniej psychologii (to mogło mieć wpływ na ich zignorowanie). Taka po prostu ciekawostka.

Mysz
Posty: 24
Rejestracja: wt mar 31, 2020 10:17
Płeć: mężczyzna
Tradycja: Theravada

Re: A może cybernetyka?

Nieprzeczytany post autor: Mysz »

Ja się generalnie zgadzam z czymś takim pod kątem fizycznym/naukowym (jest to moje osobiste przekonanie) że jesteśmy czymś w rodzaju maszyn, bezosobowych struktur biologicznych, które po prostu przetrwały, gdyż były stabilne i reprodukowały się oraz lepiej "rywalizowały" z innymi strukturami o zasoby i przestrzeń do zycia, i tak po prostu wyewoluowały, bo lepiej przystosowane do życia i środowiska formy mogły żyć i reprodukować się dalej. I być może dlatego wykształciło się cierpienie, abyśmy nie podejmowali destruktywnych działań, które utrudniają/uniemożliwiają to być może bezsensowne przetrwanie. Jest to moja wizja naukowa która nie wchodzi w sferę duchową.
Ja na ten moment rozumiem obserwatora w ten sposób - istota (czyli coś uwikłanego w pragnienie, co z kolei powoduje wędrówkę/ponowne powstawanie i cierpienie), która ulega "zniszczeniu" w momencie oświecenia/paranirwany. Z tego co rozumiem z trzech cech istnienia, doktryny siunjaty i sutry serca (te dwa ostatnie to chyba bardziej Mahajana, ale czasem się nią inspiruję), wszystko jest pustką, a pustka jest ostateczną naturą rzeczywistości. W związku z tym przez nasze przywiązanie trwamy w iluzji (bo nie zrealizowaliśmy wglądu i nie zniszczyliśmy niewiedzy) i cierpimy, więc ciągle powstają nowe skandhy (nie znam się za bardzo na tym, nie jest to przynajmniej na razie coś co uznaję i nie wiem jak doktryna o skandhach ma się do rzeczywistości).
Zastanawiam się też nad tym, jak cała teoria wędrówki i prawa kammy ma się do ewolucji - przecież homo sapiens ze swoimi możliwościami intelektualnymi istnieje jakieś 200 tysięcy lat, a w buddyzmie występuje świat ludzi jako jedna ze sfer istnienia takich jak piekła czy niebiosa, które mogą istnieć przez wiele eonów. Nie rozumiem tego.
Mam nadzieję że odnoszę się do tego co piszesz i sam piszę na temat. :)

Awatar użytkownika
GreenTea
Global Moderator
Posty: 4638
Rejestracja: czw mar 19, 2009 22:04
Płeć: kobieta
Tradycja: Vajrayana (Szkoła Kagyu)

Re: A może cybernetyka?

Nieprzeczytany post autor: GreenTea »

Cześć, Iks, witaj na forum :)

Odniosę się do tego fragmentu:
iks pisze:
śr kwie 01, 2020 10:54
Anatta rozumiem z kolei w ten sposób, że człowiek w swoim doświadczeniu nie może znaleźć nic co mógłby uznać za swoje niezmienne ja, czyli nawet ciężko powiedzieć co to jest tak na prawdę ten obserwator z dywagacji o fizyce kwantowej.

Z drugiej strony ciężko też powiedzieć, cóż takiego na poziomie kwantów tenże obserwator obserwuje. Są to przecież wirtualne cząstki, które znikają w próżni niemal w tym samym momencie, w którym powstały. Modne stały się dziś zakusy, żeby stworzyć teorię wszechświata jako kwantowej fluktuacji. Oczywiście, to na razie jest niemożliwe, bo trzeba byłoby mechanikę kwantową połączyć w jakiś sposób z teorią grawitacji. W każdym razie nie jest wykluczone, że nauka odkryje kiedyś, że obserwator i przedmiot obserwacji jadą na podobnym wózku, co w rezultacie sprowadzałoby się do dwóch różnych poziomów funkcjonowania rzeczywistości, tej z poziomu kwantów i tej, którą opisuje fizyka klasyczna. A to nie jest już dalekie od buddyzmu, bo według buddyzmu świat jest nie tylko iluzją (w sensie, pusty w swej naturze), jest również przejawieniem się konkretnych form, których nie da się zignorować i z którymi w ciągu życia trzeba się poważnie liczyć.


Pozdrawiam, gt

iks
Posty: 6
Rejestracja: pn mar 30, 2020 16:26
Płeć: mężczyzna
Tradycja: theravada

Re: A może cybernetyka?

Nieprzeczytany post autor: iks »

Hej

Niezbyt chcę wchodzić w dyskusje o fizyce kwantowej, nie mam o niej pojęcia i nie wierzę, że sama intelektualna wiedza o naturze wszechświata pomogłaby w jakikolwiek sposób w osiągnięciu celu buddyjskiej ścieżki. Byłaby dostępna dla niewielu wykwalifikowanych naukowców, wielu ludziom podniosłaby samoocenę, i użyta zostałaby w najlepszym razie do skonstruowania nowego komputera, bomby czy jakichś innych gadżetów.

Z cybernetyką moim zdaniem w zasadzie jest podobnie, intelektualna wiedza, jakkolwiek może być użyteczna, sama w sobie nie doprowadzi do kresu cierpienia. Przytoczyłem to tylko z ciekawości, chciałem się przekonać czy ktoś inny też dostrzeże jakąś analogię.

W czasach Buddy nie było nowoczesnej nauki, a jednak udało mu się (jak wierzę) osiągnąć nibbanę, nauczać z dobrym skutkiem innych w oparciu o wiedzę i przekonania dostępne w tamtym czasie. Co prawda po 2500 lat dużo się zmieniło, ludzie myślą inaczej i część porównań czy metafor użytych przez niego może już nie być łatwo zrozumiała (tym bardziej ze nie wiadomo do końca jak te oryginalne słowa Buddy brzmiały). Możliwe, że gdyby udało się znaleźć trafne teorie naukowe to pomogłyby zrozumieć nauki buddyjskie ludziom współczesnym, ale osobiście bardziej widziałbym tu pole dla dziedzin wiedzy takich jak psychologia. Dlatego właśnie przytoczyłem teorie prof. Mazura, która na ten moment wydaje mi się ciekawa.

Awatar użytkownika
GreenTea
Global Moderator
Posty: 4638
Rejestracja: czw mar 19, 2009 22:04
Płeć: kobieta
Tradycja: Vajrayana (Szkoła Kagyu)

Re: A może cybernetyka?

Nieprzeczytany post autor: GreenTea »

Jeszcze raz ja, Iks, podzielę się refleksją po przeczytaniu kilku rozdziałów książki (głównie wprowadzających, resztę począwszy od "Psychiki" przejrzałam pobieżnie, głównie po to, żeby zorientować się w układzie treści i ewentualnych konkluzjach). Nie wiem, czy wniosę coś istotnego, ale może.

(...) nie można żądać zgodności czegokolwiek z "rzeczywistością", jest ona bowiem zawsze nieznana,
natomiast można żądać zgodności teorii z empirią, ale również można żądać zgodności empirii z teorią.

Cytat perełka :)
Moje pierwsze skojarzenie: trafił swój na swego, czyli umysł ludzki na cybernetykę, bo też rozwój tej nauki ewidentnie idzie w kierunku stuprocentowego wyprojektowania ludzkiego modelu posługiwania się umysłem. Cała ta terminologia związana z cybernetyką: system, struktura, wejście/wyjście, podsystemy, relacje, otoczenie, sprzężenie, oddziaływanie, sterowanie, bodziec, reakcja, reaktywność, przetwornik, informacja – spokojnie dałaby się zastosować do opisu działania umysłu. Ja w tym widzę "reprodukcję" sposobu tworzenia przez ludzi koncepcji intelektualnych. Nie mam już nawet tu na myśli teorii naukowych (wcześniejsze decyzje podjęte w nauce współtworzą niejako warunki dla tych podjętych później, efektem czego jest rozwój nauki w ściśle określonych kierunkach, takich, a nie innych, co bardzo determinuje rzeczywiste poznanie). Bardziej myślę o nieustannym opracowywaniu przez umysł pierwotnych wrażeń, które w przetworzonej postaci mają dotrzeć do poziomu świadomości (widzę "drzewo", widzę "kolor czerwony", choć drzewa jako drzewa nie ma i nie ma koloru).

Co właściwie chciałam powiedzieć, pisząc "trafił swój na swego"? Ano to, że tak jak umysł nie daje do końca odpowiedzi na pytanie, jaki jest rzeczywiście świat i kim jest człowiek, tak nie da tej odpowiedzi na ten moment również cybernetyka, jedno powiela drugie i właściwie nie wiadomo, kto pierwszy zaczął, bo wpływy się mieszają, początek rozwoju cybernetyki, a właściwie teorii informacji (chyba od tego się zaczęło?) nie wróżył jeszcze istotnego zainteresowania sposobem funkcjonowania umysłu (nie wiem, może się mylę, sądzę jednak, że dopiero w drugiej połowie lat pięćdziesiątych, gdy powstawały zalążki kognitywistyki tworzone przez Shannona, Chomsky’iego, pomyślano po raz pierwszy o komunikacji w kontekście nie sztucznych, a naturalnych procesów językowych). Natomiast potem cybernetyka i rozwijająca się wiedza o umyśle nieustannie siebie nawzajem inspirowały.

Ja wiem, że to może zacząć być nudne, sprowadzanie wszystkiego do istnienia/nieistnienia rzeczy, ale to jest właśnie pogląd buddyjski i osobiście na taką naukową prawdę czekam, o istnieniu i nieistnieniu zarazem (umysłu również), w tym samym czasie, tu i teraz. Czy cybernetyka (fizyka, nauki kognitywistyczne) ją odkryją? Są na tropie, ale na razie wiadomo to, co w cytacie, że "nie można żądać zgodności czegokolwiek z "rzeczywistością", jest ona bowiem zawsze nieznana".

(...) gdyby człowiek, przekazując swoje funkcje maszynie, uczynił z niej w końcu system autonomiczny, któremu nie miałby on już więcej do przekazania, to znaczy to, że sam człowiek jest także systemem autonomicznym!
No właśnie, gdyby. Z buddyjskiego punktu widzenia, pełna autonomia objawia się niezależnością od jakichkolwiek procedur dostępnych na poziomie względnym (samsara, a w naukowym poznaniu: teoria względności i wszelkie jej konsekwencje). Jak miałaby to zrobić maszyna, za pomocą jakich dostarczonych informacji i algorytmów? Nie mówię, że to niemożliwe, by w pełni autonomiczna maszyna mogła stać się… Arhantem ;) Pytam tylko, jak to zrobić?


Pozdrawiam, gt


EDIT//: Słowa "umysł" używam w znaczeniu, które zna nauka, znaczenie buddyjskie jest znacznie szersze, ponieważ nie oznacza wyłącznie ogółu aktywności przejawionych poprzez mózg.

iks
Posty: 6
Rejestracja: pn mar 30, 2020 16:26
Płeć: mężczyzna
Tradycja: theravada

Re: A może cybernetyka?

Nieprzeczytany post autor: iks »

(...) nie można żądać zgodności czegokolwiek z "rzeczywistością", jest ona bowiem zawsze nieznana,
natomiast można żądać zgodności teorii z empirią, ale również można żądać zgodności empirii z teorią.
Dobry cytat, też przykuł moją uwagę. Ja to rozumiem tak:

1. Świat który uznajemy za rzeczywistość jest tak na prawdę "modelem" w naszym umyśle, zbudowanym na podstawie informacji czy komunikatów przyjętych i opracowanych przez nasze zmysły. (Nie znaczy to że rzeczywistość nie istnieje, znaczy tylko że możemy mieć z nią kontakt tylko przez narzędzia w jakie wyposażyła nas natura i na jego podstawie tworzymy sobie dla celów praktycznych o niej wyobrażenie).

2. Teoria zgodna z empirią i odwrotnie pozwoliła by zlokalizować najbardziej istotne problemy ludzkiej psychiki i pomogła znaleźć rozwiązanie. Niekoniecznie musiałoby to być tworzenie nowych samodzielnych bytów na swój obraz i podobieństwo - to uważam byłoby bardzo niepraktyczne, czy nawet głupie - tworzyć kolejne cierpiące istoty. Kandydatem na taki istotny problem może być np. dukkha.


Buddyzm uważam za prawdziwy, wierzę też w prawdziwość i skuteczność metody naukowej. Buddyzm też ma swoją intelektualną teorię, ale też coś co odróżnia go od nauki o ludzkim umyśle - wskazówki jak zastosować teorię w praktyce, czyli ośmioraką ścieżkę. Nauka o umyśle (psychologiczna, filozoficzna czy cybernetyczna) z kolei to tylko intelektualne rozważania, nawet jeśli prawdziwe to według mojego doświadczenia ciężkie do zastosowania na samym sobie - najwyżej pomocne w zbudowaniu jakiegoś automatu, oszukiwaniu samego siebie czy manipulowaniu innymi.

Na podstawie powyższego sądzę, że możliwa jest do znalezienia teoria wywodząca się z współczesnej nauki potwierdzająca teorię buddyjską, tym samym potwierdzająca skuteczność praktyki. Znalezienie jej byłoby korzystne i dla nauki i dla buddyzmu - może udało by się wtedy wyjaśnić kontrowersje związane z rozumieniem nauk, nie zawsze dla wszystkich zrozumiałych po 2500 lat. Po prostu dobra teoria musi być zgodna z empirą :)

Przypomniał mi się jeszcze poniższy filmik, linkuję ponieważ wydaje mi się jakoś tam powiązany z tematem :

https://www.youtube.com/watch?v=fgXtkUd ... zbk0h00410

Awatar użytkownika
GreenTea
Global Moderator
Posty: 4638
Rejestracja: czw mar 19, 2009 22:04
Płeć: kobieta
Tradycja: Vajrayana (Szkoła Kagyu)

Re: A może cybernetyka?

Nieprzeczytany post autor: GreenTea »

Mam chwilę wolną, więc dorzucę co nieco do wątku :)
iks pisze:
ndz kwie 05, 2020 22:34
Na podstawie powyższego sądzę, że możliwa jest do znalezienia teoria wywodząca się z współczesnej nauki potwierdzająca teorię buddyjską, tym samym potwierdzająca skuteczność praktyki. Znalezienie jej byłoby korzystne i dla nauki i dla buddyzmu - może udało by się wtedy wyjaśnić kontrowersje związane z rozumieniem nauk, nie zawsze dla wszystkich zrozumiałych po 2500 lat. Po prostu dobra teoria musi być zgodna z empirą :)

Jak mawiał mój fizyk (nomen omen to samo nazwisko, co autora "Cybernetyki i charakteru", może rodzina?), są one trzy: materia, energia i informacja. Fizyk nie mówił, że chodzi tu o materialne nośniki informacji, miał raczej na myśli procesy i operacje stricte informacyjne zachodzące w całej przyrodzie. O ile energię niektórzy łączą z materią, o tyle łączenie informacji z materią uzasadnione jest wyłącznie wtedy, gdy wskazany zostanie nośnik. Co jednak z takim rozumieniem informacji, jakie przyjął M. Mazur (jest twórcą jakościowej teorii informacji), że jest to "transformacja jednego komunikatu asocjacji informacyjnej w drugi komunikat tej asocjacji"? Definicja nie nawiązuje w żaden sposób do materii, owszem, za komunikat uznaje się stan fizyczny różniący się w określony sposób od innego stanu, ale są to dowolne stany, niezależne od siebie i podłoża materialnego, ponadto mówi się tutaj głównie o związku informacyjnym pomiędzy tymi stanami, nie o samych stanach, i przede wszystkim o procesie transformacji, który powoduje otrzymanie z jednego stanu fizycznego stan drugi. To właśnie sam ten proces ma być informacją w najczystszej postaci.

Teoria Mazura jest oczywiście w świecie nauki pewnym unikatem (rozwijanym później przez Józefa Kosseckiego), bo na ogół unikano definiowania informacji, albo przyjmowano, że po prostu jest (lub jej nie ma), albo kojarzono wyłącznie z procesami przetwarzania/przenoszenia przez nośniki materialne. Śmiem podejrzewać, że brak pełnej usystematyzowanej wiedzy o informacji jest jednym z głównych powodów, dla których dziś wygodniej jest mówić o umyśle w ścisłym powiązaniu z mózgiem (jako energo-materialnej jego podstawie). Choć już coś się zmienia w tym względzie, bo czytałam pracę Marka Hetmańskiego "Informacja jako kategoria filozofii umysłu" (jest w necie), w której pada postulat stworzenia ogólnej teorii informacji oraz ogólnej teorii umysłu (ogólnej w sensie uwzględniającej procesy informacyjne pozostające bez związku z materią). Z tymi właśnie teoriami ja wiążę tę dobrą teorię, o której piszesz. A celem zainspirowania podsyłam dwa artykuły, które dobrze wyjaśniają, w jakim kierunku zmierza moje myślenie o ewentualnych przyszłych podobieństwach teorii buddyjskich do teorii naukowych. Ten drugi artykuł M. Hetmańskiego zawiera ciekawą konkluzję nawiązującą do teorii J. Wheelera:
Amerykański fizyk John Wheeler jest zwolennikiem radykalnej redukcji wszystkich własności świata fizycznego do informacji. Podaje do tego interesującą argumentację, odwołującą się do znanych paradoksów fizyki kwantowej, w której akt obserwacji cząstek elementarnych znacząco wpływa na ich parametry, czyniąc specyficzne sprzężenie między poznaniem a mikroświatem. Tak samo jest jego zdaniem w każdym dziale fizyki, także w wymiarze kosmicznym, gdzie podmiot poznający świat, zdobywający o nim informację, sam go jednocześnie powołuje do życia. "Fizyka rodzi współuczestniczącego obserwatora, obserwator rodzi informację, informacja rodzi fizykę" - pisze Wheeler. Jego zdaniem, rzeczywisty świat aktualizuje się poprzez akt obserwacji i zdobywania informacji. Chociaż przywykliśmy myśleć, że to realny świat rodzi obserwatora i informację, to jednak dopiero poznawanie i wiedza obserwatora aktualizują fakt jego istnienia. Dzieje się to za sprawą praw fizyki (dodajmy, że również praw teorii informacji), które aktualizują świat fizyczny. Jednym słowem, wszechświat nie istniałby, gdyby nie informacja o nim.

I jeszcze może fragment z pierwszego artykułu J. Badurka:
Żaden proces, żadna organizacja i żaden fragment rzeczywistości nie obejdzie się bez informacji. Informacja nie jest wąsko rozumianą materią, ale jest w szeroko rozumianej materii i jest skojarzona z materią. Nie jest energią, ale jest skojarzona z energią. Nie jest przestrzenią, ale jest skojarzona z przestrzenią. Informacja organizuje materię, energię i czasoprzestrzeń, a więc rzeczywistość. Informacja jest organizacją szeroko rozumianej materii, a więc jest organizacją rzeczywistości.
(...)
Fizyczne pola możemy rozpatrywać w kategoriach informacyjnych (...) To znaczy: właściwości przestrzeni są takie, że umieszczenie w niej dwóch ciał spowoduje ich określone oddziaływanie. Innymi słowy mówiąc: pusta przestrzeń nie jest całkowicie pusta. Jest w niej pewien ładunek informacyjny. W ten sposób dochodzimy do pojęcia przestrzeni informacyjnej jako wielowymiarowego zbioru możliwych parametrów przyporządkowywanych obiektom. Informacja jest tu zatem wartością takiego parametru dla zadanego obiektu.

Pozdrawiam, gt
Ps. Jeszcze później odniosę się do zalinkowanego przez Ciebie filmiku, świetnie mi się słuchało, urodzony talent "wykładowczy" z tego pana, jeśli można tak to ująć :)

EDIT:/ Zapomniałam o linkach:

https://www.computerworld.pl/news/Przes ... 20842.html
https://www.computerworld.pl/news/Wszec ... 19767.html

ODPOWIEDZ

Wróć do „Ateneum - rozważania”