Henri Brunel przez ponad trzydzieści lat uczył hatha-jogi. Jest autorem wielu książek o tematyce zen. Książka objęta patronatem Merlin.pl
swietna rzecz, szczerze polecam!
Moderatorzy: kunzang, Har-Dao, iwanxxx
Ja ją długo przeglądałem w Empiku i stwierdziłem że jest nie warta ceny którą za nią tam żądali. Książka w sumie powierzchownie dotyka najistotniejszych elementów buddyzmu zen a czasami to mi się wydawało że się z nimi nawet rozmija. Tak naprawdę niczego nie wnosi, niczego nie przedstawia. Nawet zwyczajnie fajna nie jest...rybysferyczne pisze:Opowieść o kocie, mistrzu zen to książka dla buddystów i kociarzy, dla buddystów-kociarzy oraz dla wszystkich zmęczonych życiem w dobie późnego kapitalizmu. Jej bohaterem jest Koyabashi, który wraz ze swym uczniem Tanedą wędruje do świątyni w Edo (dawna nazwa Tokio), po drodze objaśniając mu w przystępny i zabawny sposób najważniejsze prawdy buddyzmu zen.
Henri Brunel przez ponad trzydzieści lat uczył hatha-jogi. Jest autorem wielu książek o tematyce zen. Książka objęta patronatem Merlin.pl
swietna rzecz, szczerze polecam! Wink
z tym sie zgadzam, cena przesadzona.Ja ją długo przeglądałem w Empiku i stwierdziłem że jest nie warta ceny którą za nią tam żądali.
nie widze w ktorym miejscu sie rozmija (o ile mnie pamiec nie myli istnieja nawet dwie ciekawe przypowieci zen o kotach - tym rozdartym przez mistrza na pol i tymi w swiatyni w ktorej dzieki kociej aurze lepiej sie medytowaloKsiążka w sumie powierzchownie dotyka najistotniejszych elementów buddyzmu zen a czasami to mi się wydawało że się z nimi nawet rozmija.
biorac pod uwage ze jest to ksiazka dla dzieci to faktycznie mocny zarzutTak naprawdę niczego nie wnosi, niczego nie przedstawia.
jest bardzo fajna. swietna kreska, dobry humor i ciekawa konwencja.Nawet zwyczajnie fajna nie jest...
oczywiscie. imo tez.Oczywiście wszystko IMHO.
Czy uważasz, że książki dla dzieci, to "osobny", "inny" gatunek literatury? Jeśli tak ( a wnioskuję po kontekście tej wypowiedzi, że tak właśnie uważasz) -to chyba jednak troszkę się mylisz...Książki naprawdę dobre i wybitne zakładają niejako a priori wiele rodzajów odczytań i szeroki adres czytelniczy: taka właśnie jest "Alicja w krainie czarów", "Kubuś Puchatek", "Przygody Guliwera", a z nowszych -"Pogromca snów" Teda Hugesa", "Wielkie pytanie" Wolfa Elbrucha, , itp...Jeśli coś jest pisane "inaczej", bo ma być "dla dzieci" - to trzeba się od takiej literatury trzymać z daleka. I dzieci trzymać od takich książek z daleka teżrybysferyczne pisze:Cytat:
Tak naprawdę niczego nie wnosi, niczego nie przedstawia.
biorac pod uwage ze jest to ksiazka dla dzieci to faktycznie mocny zarzut Wink